Mam dres. Nie czarny, nie biały a wspaniale szary dres. Zakładając go zwykłem mawiać- jest dres, noł stres. Może stwierdzenie jest głębokie jak oklaski dla wybitnie żenujących małych zakompleksionych, łaknących pochlebstw fiutków. Ale jakże życiowe. Każdy (oby) szum w głowie można uciszyć, każde (oby) tsunami uspokoić. Może nie tylko w dresie. Ale wolę w dresie. Szarym dresie.

Wczoraj kiedy kolejny raz budziłem się rano z powiekami podpieranymi zapałkami, tymi od zniczy; kiedy czułem się jak początkujący spawacz z nocnej zmiany, próbujący wykrzyczeć cały piasek z oczu; kiedy z niepokojem spojrzałem na wiosenny plan w którym już ósemka skrzy się śniegiem i ślizga lodem; to dojrzałem.

spawanie

dzięki Kr TR

Dojrzałem do odrzucenia złości na kłody spadające co klika dni pod biegnące stopy. Na osłabienie organizmu maltretowanego stresem przeplatanym bezsennymi nocami. Na nieodśnieżone chodniki w samy środku dużego miasta czy skrycie oblodzone drogi podczas dzisiejszego wiejskiego poranka. Na odcięcia energii zbieranej przez żniwiarza zmartwień. Na każdy znak zapytania i wykrzyknik rozsadzający umysł zamknięty w przyciasnej głowie.

Dojrzewam z prędkością gdzieś pomiędzy rozszerzającym się wszechświatem a fascynującym maratonem Megalonychidae, do zaprzestania walki o utrzymanie się za wszelką cenę na powierzchni wartkiej rzeki, obijającej o wystające głazy niechronioną głowę; na rzecz poddania się prądowi, leżąc na plecach, lekko mrużąc oczy, ciesząc się widokami.

Skorzystam z atutów miejsca w którym znajduję się od kilku godzin, miast płakać nad rozlanym planem. Nowych tras wśród których może będzie droga do dawno nie przebieganych ścieżek. Ośnieżonych zachwycających szczytów młodych aczkolwiek doświadczonych gór. Spotkań pozbawionych pośpiechu. Póki jeszcze nie nadeszły dwucyfrowe mrozy…

góry

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This