Bielszy odcień bieli, po głębokie kłucie w oku nim akomodacja przyniesie błogie ułaskawienie, od bólu ukojenie.

 

Choć dziewicą biegową nie jestem, to przed kolejnym sezonem choć właściwie już w jego trakcie, widzę że zaczyna się inaczej niż poprzednie i zapewne inaczej też się zakończy. Początki bywają trudne, mniej lekceważone te wiążące się z czysto mechanicznymi przeszkodami układu ruchu; przede wszystkim ignorowane te wiążące się z silnikiem i układem oddechowym.

Serce chyba jest w formie, a może nie w normie. Od ręki trudno stwierdzić jednoznacznie. Potrafi jeszcze mocniej dzwonić gdy nogi szybciej przebierają, gdy plecy zimne poty oblewają, nawet wtedy gdy procenty żyły poszerzają. Potrafi po kilkunastu dniach obniżać tętno spoczynkowe. Co jeszcze potrafi? Czym zaskoczy?

Układ oddechowy zbyt często odwiedzany przez UFO. Bynajmniej nie przez bliżej nieokreślony rodzaj dopalaczy a gości, trucicieli szwendających się w powietrzu i tylko czyhających na osłabienie organizmu. Co rusz pukają, dobijają i z kolędą się wpraszają. Z treningów wypraszają. Nie wybuduję muru wzorem starego wędrownego trampa. Ani żadnej bariery mogącej im się przeciwstawić. Nie przy aktualnym trybie życie. Ale będę walczył. Tak jak przeganiając te pałętające się w ostatnich dniach. Aż po ostatnią szumiąca wodospadu kroplę! Rany, ale byłem zas…

Pobiegałem zdecydowanie za mało po pięknych malowanych mrozem górach. Pierwszy bieg to głównie uklepywanie z zaciśniętymi zębami, kroczek za pół krokiem asfaltowych wzniesień tam gdzie oczy poniosły. Mróz nie trzaskał po uszach.

szlak

papieski

Oszczędził również wodę zamkniętą w camelbacku. Piękne, wypocone ponad dwugodzinne zwiedzanie poszerzyło uśmiech.

Giewont

Giewont

Drugi bieg, ambitnie założony, nie zweryfikowany z mapa, której jeszcze wtedy nie posiadałem (zakupiłem wbiegając do parku), został poprawiony przez zamknięty czerwony szlak- na Giewont, zamarznięta wodę oraz co mi się rzadko zdarza- lawinę rozsądku.

trasa

trasa

Przeanalizowałem możliwości czasowe oraz moje przygotowanie żywieniowe szczególnie w płyny- pół litra cioci kloci mogło okazać się niewystarczające. Nie chciałem zostać gwiazdą newsa wieczornych wiadomości i serwisów plotkarskich. To nie w moim stylu.

sam na szlaku

Zawróciłem, mimo wszystko uśmiechnięty do miejsca startu. Pod Wielką Krokiew.

Wielka

Krokiew

Na tym poprzestałem. Zimowiska rządzą się swoimi prawami. Choć były również dla mnie pierwszymi, to byli inni najważniejsi, ci najmłodsi uczestnicy.

A ja zamieniłem wierne Cascadie na buty wpinane w parapet i przyłączyłem się do wspólnych wesołych zjazdów.

Cascadia

Cascadia

decha

decha

P.S. Pojawiają się chwile zwątpienia oraz brak motywacji. Może wynikają przede wszystkim z osłabienia oraz wykańczającej walki na wielu frontach. Głowa i ciało, ciało i głowa nie pracują na wyższym biegu a mozolnie się rozpędzają. No nic. Nowy trening czeka. Nowy tydzień i nowe wyzwania. Powodzenia!

P.S.S. Odgrzebane i przesłane. Dzięki Piotrek. 

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This