Od człapania po Karkonoszach minął ledwo tydzień. Ledwo gdyż na dzisiejszy trening nadal miał wpływ Maraton Karkonoski, choć nie tylko.
Rozgrzany asfalt również zrobił swoje. (Po drugie przypomniałem sobie dlaczego wolę biegać wcześnie rano).

A przede wszystkim intensywne zwiedzanie Czech. Nie tylko przez pryzmat kuchni:



Jak również kilometry w nogach chętnych na poszukiwanie nieznanego. Parcie przed siebie z ciekawością w oczach i entuzjazmem w stopach. Anatomicznie przez niedopatrzenie doboru naturalnego lub aberrację genetyczną a może po prostu z powodu nastąpienia słonia w dzieciństwie na moje stopy, jestem płaski na tym organie co z pewnością jest skorelowane z wypukłością powyżej pasa. I to płaskostopie predysponuje do ciągłego przemieszczania gdyż stanie w miejscu najzwyczajniej powoduje ból. Zatem wciąż chodzimy tu i tam by wieczorem paść na twarzy.

Kolejny raz uświadamiam sobie że Czesi to tacy Polacy ale bardziej w stylu ocochodziwbiegu czyli… a zresztą zobaczcie sami:

Oraz „tego co najbardziej lubię” jak śpiewał Nohavica.


Podobno w tej”magicznej jaskini” gościli przed laty Led Zeppelin.

Do wtorku kilka kroków również biegowych popełnię po tym Raju. Który urzeka i wrzuca w spokojną zadumę. Z każdą kroplą potu zraszającą czoło oraz spływającą od karku w sam dół… po rzyć 

Nie będę kozaczył, że trenowanie w trakcie urlopu jest proste. Nie będę piał jak kogut z pobliskiej zagrody że chcieć to zawsze tylko znaczy móc. Za to podkreślę niczym k…a oko że trzeba zagryźć zęby i krok za krokiem realizować etapy w drodze do celu!

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This