Polski język, trudny język. Polskie biegowe trasy , trudne trasy. Żeby o tym się przekonać, trzeba trochę bywać po świecie. Byle nie tamtym. Zatem w ubiegłą niedzielę chwilę po starcie na za- dyszkę w Barcinie, która była odskocznią od treningów, wybrałem się do Szwecji. Nie do tej wsi w okolicy Wałcza, a do tej za morzem. Za nie tylko naszym Bałtykiem! Do miejsca, które miałem już okazję i zwiedzać i odrobinę obiegać, znacząc jak kundel swoim potem teren. Zapraszam do Karlskrony!

Podróż do portu była w pędzie, zmiany wprowadzane na blogu zajęły więcej czasu niż planowałem, nowy barciński wpis zabrał mi kilkadziesiąt minut ze strefy komfortu. Trochę zgrzany, nie tylko podróżą ale i imprezą biegową wpadłem zdyszany na odprawę promową. Przede mną stało stado wygłodniałych startu biegaczy. Choć jak sobie przypomnę imprezy na promie to może ich oczy łaknęły czegoś jeszcze? Chwilę po wypłynięciu, stanąłem w kolejce po pakiet startowy. Wzrokiem szukałem bydgoszczan. Ale jak ich rozpoznać? Może jednak werbalnie? To nie była skuteczna metoda. Ale wiedziałem, że gdzieś tam są. I prędzej niż później wpadniemy na siebie! Na godzinę dziesiątą pm, czyli po (czymś) mocniejszym zaplanowane było spotkanie organizacyjne. Zająłem strategiczne miejsce przy ścianie. Nie żeby ją podpierać, tym bardziej że miałem siedzące, tylko by baczyć na biegaczy. Po informacjach technicznych pojawił się ambasador oraz zaproszeni goście. Dwójka „celebrytów” których imion nie zapamiętałem, prowadząca niestety zbyt luźną pogawędkę o sobie, co może by było interesujące gdyby miała zarys, jakiś plan. Podobnie jak z bieganiem, lepszy plan od ocochodziwbiegu 😉 niż żaden. Oprócz celebrytów był jeszcze biegacz z krwi i kości, który ma niewątpliwą przyjemność nosić to samo imię co ja, a to już połowa sukcesu. Kamil Leśniak! Kto o nim nie słyszał ten trąba!

zdjęcie: Skandynawia dla aktywnych

Mogliście o nim nie słyszeć kilka lat temu gdy był czarny i grywał w kosza:

od Kamila

Dla tych, którzy jak to mówią młodsi- nie czają bazy, odsyłam na stronę

Kamil Leśniak 

Po wstępie brutalnie przerwanym przez głodnych parkietu tancerzy, nastąpił etap integracji.

foto: Skandynawia dla aktywnych

Jak wiadomo, tańczę tylko gdy mam stawy naoliwione alkoholem, konkretną dawką. Zatem moje zapoznawanie odbywało się tylko przy stole. Stole z imiennikiem i bydgoszczanką. Piwo, wino, wino, piwo i poszło aż do po północy. Ultra opowieści wymagają czasu.

Nastał ten dzień, który przywitał nas ulewą. Ulewą fotonów z jednej strony przyjemnie grzejących obrosłe tłuszczem ciało, a z drugiej przypominających o nadmiarze piwa wciąż penetrującego mózg. Bieganie nie jest lekkie. Szczególnie na kacu. Uzbrojony w kamerkę rozpocząłem polowanie w skandynawskim lesie. Wszystko możecie obejrzeć na kanale ocochodziwbiegu na YT. Nie mylić z E.T.

Biegowy Potop Szwedzki 24.09.2017

foto: Skandynawia dla aktywnych

Kilka tygodni temu zapisując się na imprezę, wiedziałem że wybór dystansu 5 km będzie najrozsądniejszy. Podczas rozgrzewki głowę rozsadzała ni to taktyka ni to młot pneumatyczny. Wtedy kompletnie nie wiedziałem jak pobiec. Stanąłem na starcie. Trochę tradycyjnie poplułem pod nogi i hop. Wystartowaliśmy. Na początku było tłoczno, zacząłem przedzierać się do przodu, tratując starców i matki z dziećmi. Łokcie intensywnie rozdawały śliwkowe pamiątki na prawo i lewo.

Start na 5 km z nakładką

Aż wreszcie zostały przede mną pojedyncze sylwetki zachęcające do pogoni. Ani wina ani ścigania nie odmawiam. Poszedłem jak strzała. No może jednak jak słonie po betonie, czy jakoś tak. Złakniony dusz niczego nieświadomych biegaczy, krok za krokiem napierałem by pożreć. Przez jakiś czas biegłem za biegaczką. Nie śmiałem wyprzedzić, bojąc się, że skończy to się walką, którą grzechem by było przegrać. Badaliśmy się. Niekiedy zrównywaliśmy się ramię w ramię by po chwili któreś wysunęło się na kilka kroków na prowadzenie. Około 3,5 km postanowiłem, że już czas na ostateczny atak. Lekki podbieg, większa kadencja i potem zbieg i zostałem sam. Wciąż napierałem póki nie dogoniłem dwóch biegaczy. Nie chciałem już z nimi walczyć, bynajmniej jeszcze nie teraz. Ale okazało się, że biegną na inny dystans. Przepuścili mnie i ostatnie set metrów pobiegłem dbając o świeżość w kroku szczególnie dla fotoreporterów. Przyjemnie było poczuć rywalizację i podgryzanie trasy. Chcę więcej!

Powoli z brzucha schodzi stres chowany tam w ostatnich miesiącach. Powoli zbliżam się do startu docelowego. I choć nie uda mi się być w optymalnej wadze startowej to wiem, że walka będzie warta zapisania na „kartach” bloga!

P.S. Zachęcam do obejrzenia filmu Kamila Leśniaka z Biegu 7 Dolin, warta uwagi jest scena płaczu, który wg autora ma kojący wpływa na ból. Trudno się z tym nie zgodzić.

Kamil Leśniak Bieg 7 Dolin

P.S.S. A już za tydzień relacja z Maratonu Puszczy Bydgoskiej. Sam już nie mogę się doczekać!

Kilka zdjęć z Potopu:

Kamil&Kamil

Kamil&Michalina&Kamil

medal

ekipa

wschód

 

 

 

 

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This