Kształt marzeń.

Pojawiają się znienacka, czy to pod wpływem impulsu, grzmotu ciskanego przez tego czy innego gromowładnego- zależy w którego się wierzy lub kiełkują na żyznej ziemi pragnień podlanej wielką energią do poznawania świata i przede wszystkim siebie. Niektóre marzenia są małe ale częściej wychodzą w świetle reflektorów za granicę realizowania. Inne, te ogromne zazwyczaj głęboko skrywane bez trudu mieszczą się w mysiej jamce, szeptem niekiedy wypowiadane, za zasłoną wstydu i strachu by nikt o nich nie usłyszał? By nikt nie śmiał się, że są nie do zrealizowania? Żadne nie są lepsze czy gorsze, każde godne tego by dążyć do ich osiągnięcia! Pamiętajcie!

Kształt marzeń pojawia się zazwyczaj już wtedy, gdy powie się a nawet wykrzyknie- alfa!- w ich kierunku. Wpierw niewyraźny, rozmazany, ledwo zauważalny. Niekiedy wiatr wiejący w oczy czy oślepiające słońce powodują że tracimy pewność czy to już teraz zbliżamy się do portu, z którego wyruszymy po swoje złote runo! Gdy kilka lat temu sięgnąłem po kolejną z książek Jacka Pałkiewicza „Angkor” to od razu na przepastnej liście marzeń znalazło się miejsce na to by zobaczyć opisane świątynie. Poczuć moc i tajemnicze umiejętności dawnych twórców tego wspaniałego kompleksu. Zanurzyć się w ciszy próbując spod kamieni wyłapać oddechy dawnych czasów.

Czas ruszać.

Beta!  Wykrzyknęła grupa przyjaciół, kreśląc w kalendarzu żelazną datę wyprawy do Azji. Pociągającej niczym Sabrina wynurzająca się z basenu. Pewnie każdy chłopak pamięta właśnie TEN moment. Azji, którą chyba najczęściej po Europie miałem okazję zwiedzić. Zaczęło się od Turcji leżącej i tu i tam i Gruzji- krajów do których będę z pewnością wracać. Choć takim stuprocentowym azjatyckim krajem był odwiedzony kilka lat temu Wietnam, zjechany z północy na południe. Ale to nie na dzisiaj. Dzisiejszą gwiazdą jest Angkor Wat, w którym zakochałem się od pierwszego zaczytania.

Oco in Emirates

Wybierając się do Azji trzeba zaopatrzyć się w spory plecak czasu, którego zazwyczaj brakuje niczym miejsca w „maluchu”. (Akurat w dniu wylotu, biały maluch dla Forresta stał na lotnisku). Sama podróż z domu do pierwszego hotelu w Bangkoku to ponad doba w podróży. (Zresztą powrót trwał podobnie). Można dywagować czy lepiej przelecieć kilkanaście godzin bez przerwy czy dłużej ale z kilku godzinnym odpoczynkiem np. w Dubaju. Wiecie co? Bez znaczenia jak się leci po marzenia. Podróż to tylko droga przybliżająca do spełnienia. Taka gra wstępna.

Bangkok.

Chwila, wystarczające kilkadziesiąt godzin aby liznąć odrobinę Bangkok. Wrzeszczącą metropolię niczym przekupka ze straganu czy z każdej strony zaczepiającą fanów ping-ponga. Swoją droga pytani o Andrzeja Grubbę kiwali niezrozumiale głowami. Świątynia, pałac, regionalne tańce, rejs po rzece. Uff. Nawet na chwilę udało mi się wyrwać na bieganie, do pobliskiego parku. Parno, duszno i w oparach krążącego po ciele paliwa rakietowego, ale nawet było przyjemne.

Oco in Bangkok

Pewnie dlatego że z głowy zrzuciłem ołowiany kapelusz myśli. Otwieram oczy a przede mną kolejne lotnisko. Niewiele ponad godzina lotu i jestem już tylko kilka kilometrów od pragnienia. Cieszącego i duszę i oczy spełnienia.

o co Bangkok o co Bangkok o co w Bangkoku

Kambodża, Siem Reap. Angor Wat.

Gdy stanąłem u jej bram przeszły ciarki po plecach. Włosy zareagowały gwałtownie strosząc się jak głupie z uśmiechem szerszym niż ludzkie pojęcie. Wreszcie, dotarłem tam. Dyskretnie odłączyłem się od grupy, by intymnie zanurzyć się w mrok dawnych wieków i nadludzkim wysiłkiem wzniesionych ambicji władców khmerskich. Świątyni budowanej mniej więcej przez całe moje dotychczasowe życie. Poczułem się podobnie jak wtedy gdy przekraczałem bramę wejściową w pobliżu piramidy Uxmal czy Chichén Itzá. Mały przed ludzkim geniuszem i potęgą  ludzkich rąk. Ale niech opowiedzą zamiast słów obrazy. Może zapragniecie również odwiedzić wyrywane dżungli po latach zapomnienia świątynie buddyjskie. Angor Wat to tylko jedna z kilku świątyń. Oprócz niej odwiedziliśmy jeszcze dwie. Choć czasu było mniej niż by przyzwoitość pozwalała.

o co Angkor Wat

Angkor Wat o co

Angkor Wat o co Angkor Wat o co Angkor Wat o co

Angor Thom:

Świątynia Thom o co Świątynia Thom o co Świątynia Thom o co

Siem Reap również zaprosiło mnie na chwilę biegania. Mniejszy zgiełk niż w Bangkoku aczkolwiek główne drogi na swój sposób chaotycznie zatłoczone. Na bocznych sporo brunatno czerwonego kurzu, trochę leniwych aczkolwiek przyglądających się łydkom psów i wesoło witających dzieciaków. Przyjaźnie choć nadal niestety bez biegania w cieniu drzew. Wieczorem miasto tętniło życiem. Szczególnie w turystycznie krzyczącej ulicy o swojskiej nazwie Pub Street.

Pub Street Siem Reap o co chodzi

Jako fan próbowania wszystkiego co inne (no prawie wszystkiego, choć akurat pies w Wietnamie trafił na stół), chwyciłem ze straganu za „onli łan dolar” skorpiona.

o co chodzi ze skorpionem

Gorzkiego i przesyconego chityną ale zjadliwego. Na ulicy puby i dyskoteki i szaleństwo gorącej kambodżańskiej nocy. W towarzystwie podróżników wszelkiej maści z całego świata. Jak to było w piosence nawet w Bangkoku na statku zasłyszanej- „i znowu nocy będzie mało”. Było zdecydowanie za mało. W związku z tym, że lubuje się w zbaczaniu z utartych szlaków, to kolejną noc spędziłem na równoległej ulicy, gdzie zgiełk był mniejszy a bary bardziej klimatyczne. Choć bar to za duże słowo. Coś na kształt tak popularnych food trucków. Po prostu wózek z alkoholem, sokami i sprzętem grającym.

Disco oco

Spotkałem tam Richarda z Holandii, od kilku tygodniu podróżującego po Azji pięćdziesięcio kilku letniego wesołego emeryta oraz Myriam ze Szwajcarii. Byliśmy DJ’ami przekrzykującymi się swoją muzyką. Nawet Grechuta wybrzmiał. Takie spontaniczne spotkania lubię najbardziej.

Czas płyną szybciej niż ryby w jeziorze Sap i trzeba było ruszać w dalszą podróż. Ale o tym już w kolejnym odcinku.

Jezioro Sap o co Jezioro Sap o co Jezioro Sap o co

Wspaniale jest spełniać marzenia, realizować cele i poszukiwać siebie. Choć im bardziej poznaję świat tym bardziej nie czuję abym był bliższy odpowiedzi na pytanie o co chodzi w biegu i kim jestem…

P.S. Na YT kilka filmów z podróży Tajlandia/Kambodża

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This