Było kiedyś na tym łez padole radio, co się zwało kultową, kulturalną, inteligentną Trójką. Gdzie nie tylko Kult grał od rana zamiast ich Troje. Gdzie nie tylko ukojenie o trzeciej nad ranem, na każdą ranę płynęło z naszego eteru. Było kiedyś ich trzech i pomimo że inna płynęła w nich krew to przyświecał im jeden cel. Pragnęli spotkać trzy Gracje- Promienną, Rozumną i Kwitnącą, boginie wdzięku, piękna i radości. Pokochać, zaślubić i posiąść je. Również we trzech skrzyknęli się jak głosi Pismo, Królowie i udali się na swych trzymetrowych wielbłądach, co w mleku posiadają trzy razy więcej witaminy C niż w krowim, w daleką podróż do stajenki gdzie już nie dwie a trzy Święte osoby czekały. I tylko przez niedopatrzenie pomysłodawców, wczoraj zakończył się konkurs Czterech zamiast Trzech Skoczni. W którym triumfował Kamil Stoch. W tym miejscu zacytuję Trenera Tomka „To prawda – Stoch jest Wielki a Kamil jest Duży”. Za to odbyły się zawody o nazwie Bieg Trzech Króli!

Wczoraj dla przypomnienia co niektórym szczególnie politykom celebrytom, nie odbyło się Święto Sześciu a Trzech Króli! Z tej okazji w podbydgoskiej miejscowości Trzy Błota tzn. Białe Błota odbyła się trzecia edycja biegu sztafetowego trzy razy po trzy kilometry, ich imienia. Dla mnie był to pierwszy starty w tych zawodach i uprzedzając co nastąpi dalej, zapewne nie ostatni!

Spontanicznie skrzyknięty przez Kapitana Lutka zespół mieszany (podczas biegu również błotem), pod sztandarem Niekontrolowanego Odlotu,

o co chodzi

stawił się z uśmiechem na ustach i blaskiem ekscytacji w oczach na przedpolu startu. Bo drużyna to przede wszystkim praca na rzecz tej przyjaznej komórki społecznej a nie tylko indywidualna sprawa. Nie zimowa temperatura była mimo wszystko przeganiana kultowymi koksownikami, które znam z opowieści i filmów o zimie stulecia. Chciałem sobie zrobić z nimi najgorętsze selfie roku ale smród palonej podeszwy skutecznie mnie powstrzymał. Zatem tylko ich dumnie wypiętą pierś uwieczniłem

o co koksownik

Niestety skoro los wyrzucił mnie z brzucha matki w klimacie przejściowym to oczekuję że latem będzie mi ciurkiem pot leciał po kręgosłupie wprost do gaci, a zimą gile nie będą się tylko kojarzyły z łuszczakowatymi ale również z soplem zwisającym dumnie spod skrzywionego nosa. W dodatniej temperaturze każdy opad zamienia nawet bielice w obślizgłe zdradliwe podłoże nieprzyjazne lubującym ściganie biegaczom. Ale jakby to powiedział trener Górski- warunki dla każdego są te same.

Zatem drużyna w układzie bydgoskim Kacper (Lutek), Melchior (Iza) i Baltazar (ja). Stawiła się na starcie nie na straconej pozycji. Trzy, dwa, jeden! Poszli. Co niektórzy, bo nasz Kapitan poleciał na złamanie nie swojego a konkurentów karku, do pałki pierwszeństwa. Ledwo po dziesięciu, jedenastu maksymalnie minutach z uśmiechem radości a może grymasem ulgi przekazał Izie pałę, pałeczkę. I pobiegła w leśne ostępy walczyć za wszystko co Niekontrolowane. Zacząłem się rozgrzewać. Wybrałem tradycyjną wersję, biegową choć do wyboru miałem również grzane wino. Po nim z pewnością pobiegłbym z większą fantazją ale tym razem nie uprzedzam faktów. Pojawił się niepokój, nie dlatego że ktokolwiek był negatywnie nastawiony, wręcz przeciwnie panowała rewelacyjna przyjazna atmosfera, a z powodu fizjologii która nie wiedziała czy pobiec z saperką do lasu czy cierpliwie czekać na zamknięcie triady. Szybka kalkulacja wtopiła moje buty w strefie zmian, nie odważyłem się zaryzykować spóźnienia na swoją kolej. O zbliża się Melchior (Iza), rozgląda się za mną, widać że już zmęczona, tętno mi skacze z podniecenia że zaraz pobiegnę dogonić jakiegoś jelenia. Izaaaaaaa- wołam w tym gorącym rwetesie. Widzi mnie. Pach biorę pałkę i w nogi. Kilku biegaczy w zasięgu wzroku przede mną. Niecierpliwie przebierałem niepotrzebnie nogami. Zamiast z zimna krwią poczekać do ataku. Biegnę za nimi czując że trochę za szybko zacząłem. Z drugiej strony to tylko trzy kilometry. Z trzeciej strony dawno już nie biegłem na granicy odcięcia i trochę się tego bałem. Szybka kalkulacja w głowie. Mam sporo czasu by dojść największą grupę. Biegnę niczym damulka omijając kałuże, biegnę szczęśliwy że wybrałem Brooks Cascadia na te zawody. Opony idealnie dobrane do nawierzchni. Mimo, że nie oddają dynamiki i są twarde to przyczepność przydała się bardziej niż lekkość Pegasusów. Około drugiego kilometra dochodzę tzn. dobiegam i wyprzedzam chmarę którą z lekkością parowozu połykam. Został ostatni odcinek. Na maratonie by miał czternaście kilometrów a tu ledwie tysiąc metrów. Przyspieszam, bynajmniej tak mi się wydaje. Walczę by jeszcze kilka osób wyprzedzić. Coraz częściej rozglądam się za metą. Zakręt za zakrętem i wreszcie jest, widzę ją. Nie zerwałem się sprintem znanym z tartanu ale jeszcze trochę docisnąłem. Jest! Uśmiech od ucha do ucha i piątki z drużyną! Mamy Niekontrolowany Odlot!

o co o co o co o co

Przebrałem się i mniej śmierdzący chwyciłem za najpyszniejszy czerwony barszcz jaki kiedykolwiek jadłem! Rozgrzał moje spragnione członki. Powtórzyłem to po trzykroć! Łapczywie zawiesiłem wzrok na batonach mocy od Moja Dieta Cud

o co pycha

i łapczywie je wciągnąłem! Więcej razy niż barszcz. Rozmów ze znajomymi biegaczami nie tylko o biegu, bez liku mimo braku likieru. Za to był grzaniec zaczepnie wodzący za nos. Chodziłem wciąż wkoło bo mnie cholernie nosiło i chłonąłem tę niesamowitą atmosferę jaka towarzyszy imprezom organizowanym przez ludzi, którzy robią to z pasją. Nie spotkałem ani jednego marudera, że koszulka za mała a obrazek nie taki a owaki; że zupa za słona co na innych biegach zasłoną milczenia zakrywam; że medal nie zawiera dwudziestokaratowego złota a trasa dłuższa/krótsza niż wskazał GPS. Wszyscy po trzykroć dziękowali Aldonie- organizatorce, oraz zanurzyli się we wspólnym świętowaniu!

Wczoraj zostałem zapytany o moje wrażenia z Biegu Trzech Króli. O ocenę. Wiem, że z punktu pytania organizatora lepiej by było usłyszeć o tym co można by poprawić, ulepszyć, zmienić. Gdybym został zapytany co można by zrobić by zespół Ich Troje trafił do mojego serca, nie wahałbym się z odpowiedzią. Nie potrafię wskazać zastrzeżeń bo albo ich nie mam albo nie potrafię znaleźć w dżungli pozytywów. Powtórzę raz jeszcze: mam nadzieję że starczy Wam siły i energii żeby kontynuować!

Jesteśmy biegaczami i biegajmy z radością nie tylko trójkami!

 

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This