Gdybym pisał dziś na staromodnej kartce szlachetnego papieru, rzucałbym raz po raz bezsilnie błękitne niczym krew zdobywców, kleksy. Nie z powodu buńczucznie szukanej weny, nie z braku tego co chcę wyrzucić z przymkniętego wnętrza, a ze zwykłej marszczącej czoło i wzburzającej myśli- bezsilności.

Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;

Młodości! dodaj mi skrzydła!

Niech nad martwym wzlecę światem

W rajską dziedzinę ułudy:

Kędy zapał tworzy cudy,

Nowości potrząsa kwiatem

I obleka w nadziei złote malowidła.

Część z nas zbudowała biblioteczki zdominowane przez szyte pasją opowieści tych, którzy sięgali tam gdzie nikt inny nie wyciągał rąk; otwierali drzwi niejednokrotnie skrywane mrokiem, których nikt inny nie dostrzegł; podążali w miejsca które nie powinny istnieć  i przekraczali granice ludzkiej wyobraźni! Autobiografie Jurków czy McDougalli, relacje z podróży Pałkiewicza czy Halika, rysy historyczne o wyczynach Amundsena czy Hillarego. Mnóstwo tego, przez ludzkie palce wbrew zdrowemu rozsądkowi, przeciwnościom losu wyrwane. W pięknych opowieściach o tych niezłomnych, pełnych nie tylko szewskiej pasji, ale i uporu pchającego wprost przed siebie, pojawiają się również rozszarpujące z żalu historie. Tych, którzy zostali gdzieś na pacyficznej wyspie znacząc miękki niczym mąka piasek, bezwładnym ciałem; tych którzy w malignie pośród zewsząd cisnącej wilgoci przemijają z szybkością żarłocznej mikrofauny i flory; tych dla których każdy krok w dół, po zboczu świata, zamiast zbawienia i ukojenia daje przeraźliwą ciszę mimo huraganowego wiatru, tych dla których przeszywające zimno niczym piasek w klepsydrze kończy linię życia…

Wybiegam zazwyczaj sam, z monsunowym deszczem niejednokrotnie niechcianych myśli. Wybiegam często szukając kojącej ciszy i odlotu w swoją kosmiczną przestrzeń. Dziś starałem się wyrzucić z głowy bolesne wchodzenie w nieswoje buty. Te może jeszcze idące, a może czekające, może z iskrą nadziei a może… Przeraża mnie to czego doświadcza się w takiej chwili. W rozrywanej, choć jeszcze pełnej życia piersi- przez samotność. Gdzieś na dachu tego dziwnego świata…

Los prowadzi znanymi tylko sobie ścieżkami..

Space Oddity

Ground control to major Tom
Ground control to major Tom
Take your protein pills and put your helmet on.

Ground control to major Tom
Commencing countdown, engines on
Check ignition and may Gods love be with you…

(Ten, nine, eight, seven, six, five,
Four, three, two, one, liftoff…)

This is ground control to major Tom
You’ve really made the grade!
And the papers want to know whose shirts you wear.
Now it’s time to leave the capsule if you dare

This is major Tom to ground control;
I’m stepping through the door
And I’m floating in a most peculiar way
And the stars look very different today.

For here
Am I sitting in my tin can,
Far above the World
Planet Earth is blue,
And there’s nothing I can do

Though I’m past one hundred thousand miles
I’m feeling very still,
And I think my spaceship knows which way to go
Tell my wife I love her very much
She knows

Ground control to major Tom
Your circuits dead, there’s something wrong
Can you hear me, major Tom?
Can you hear me, major Tom?
Can you hear me, major Tom?
Can you….

Here am I floating ‚round my tin can
Far above the moon
Planet Earth is blue
And theres nothing I can do…

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This