Z każdym wyczytanym w „internatach” zdaniem, utwierdzam się w przekonaniu, że oprócz naszej narodowej dumy i wspaniałych porywach ku wolności, jedną z kluczowych cech jest kosmiczna, równa boskiej nieomylność oraz nieokiełznany geniusz, dzięki któremu znamy się na wszystkim. (Niestety jak wiadomo, coś co jest do wszystkiego, to jest do niczego). (Sorry ale tak prawi biblia doradztwa- telewizyjna reklama). Idąc z tym duchem niczym ślubnym druhem, jako specjalista nie tylko od diety- ale tym się teraz zajmę- odpowiem na zadane przez siebie jako błądzący pytanie i jako wszechwiedzący równocześnie na nie odpowiem. W końcu moje dziesiątki tysięcy gramów, które zabieram również na te trudniejsze treningi, są najlepszym dowodem.

Od kilku epok nie wchodziłem na wagę. Nic dziwnego. Taka sinusoida prowadząca od skrajności w skrajność. Najpierw co godzinę by potem zapomnieć na miesiące. Trener nie zapomniał. Kilka dni temu widząc moje zdjęcie, spytał ile ważę.

o co chodzi

Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że nie wiem „Ale sporo mi klatka piersiowa i biceps urosły. Serio. Bez głupich docinek. Pompki i kettelbell. Robią swoje. No i broda też.” Utrzymuję średnią dwóch spotkań z żelastwem tygodniowo. Już od półtora miesiąca. Mogę już rozłupywać orzechy udami a nawet palcami. Taki kozak ze mnie. Trener przytomnie zauważył, że „my robimy w BNP a nie w MMA”. Ma rację. Ale z drugiej strony skoro jakiś staruszek w wieku Bartka, wokalista zespołu Weekend, pretenduje do KSW to ja tym bardziej bym się nadał. Z przyjemnością mógłbym stanąć z nim w klatce bo ze dwa, trzy lata temu podczas zimowych treningów mijałem jego plakaty na trasie aż do porzygania.

Ale wracając do głównego wątku, którego jeszcze nie czujecie a ja już nie mogę dłużej trzymać za palcami.

„Droga redakcjo, jak to się dzieje, że zaskakująco niczym nadejście hiszpańskiej inkwizycji, pojawia się atak mega głodu?” Zagubiony OcO

„Drogi OcO, mam tak samo. Zazwyczaj dzieje się tak, gdy pierwsze śniadanie, szczególnie jedzone po treningu, nie jest zbilansowane i zamiast uzupełnić spalone kalorie, nie jest wstanie nie tylko uzupełnić deficytu ale i dać paliwa na dalszą część dnia. Każda kolejna godzina coraz bardziej rozwiera paszczę żarłocznego potwora, który gdy już napotka na swej drodze jedzenie, atakuje ze zdwojoną siłą. W powyższym zdaniu można dowolnie zamienić słowo „śniadanie” na staropolski lunch, obiad, podwieczorek czy kolację. A potwór pozostanie bez zmian. Mimo, że jestem fanem biologii, to biorąc pod uwagę godzinę pisania, nie odważę się na tłumaczenie skomplikowanego procesu zachodzącego w organizmie. Reasumując- lepiej nażreć się w porę niż przeżreć gdy jest za późno. Wasz oddany K&Bell”.

ślady o co

Niestety niedawno przeczytałem, że kluczową rolę w treningu, ważniejszą od samych ćwiczeń, ma dieta. K..a mać. To by wiele tłumaczyło. Ale z drugiej strony od niedawna znowu wszedłem na ten etap trenowania, gdy treningi są coraz trudniejsze ale z drugiej strony przyjemniejsze. To znaczy, że ból i walka ze słabościami nakręca do jeszcze mocniejszej pracy. Tak jak kiedyś mówił Mo Farah- Go hard or go home. Tyle, że niestety w końcu został w domu… Biegam z obciążeniem czyli z kilkoma tysiącami gram, pochowanych tu i ówdzie. Nie cieszy mnie to nazbyt ale nie rozpaczam. Jeszcze nie jadę na olimpiadę. Jeszcze. Zatem, teraz przerzucam się na tłuste słodycze.

Podczas sobotniego treningu podczas około 7 km TR, pomyślałem ostatkiem nędznych myśli- po h… mi ten marcowy półmaraton. Po co się tyle męczyć. Ale pod koniec treningu wiedziałem już po co.

trening o co

Trening

Zatem z kim się spotkam w Warszawie? Z kim się nażrę a może i pościgam?

 

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This