Miło Cię widzieć to hasło nie tylko wyryte na medalu z XIII Półmaratonu Warszawskiego, ale również w naszych głowach. Tysiące biegaczy miało okazję rzec tak do dawno niewidzianych znajomych. Jak na najlepszej imprezie. Miło Cię widzieć, nie wypowiedziałem dziś do zbyt wielu znajomych, ale tak prowadził mnie los, że spotkałem trójkę zaangażowanych w akcję charytatywną „Biegam Dobrze”- Agnieszkę oraz Batmana (Maciej) i Robina (Mikołaj). Jedni wykrzykną, że jest to zapisane w wielkim boskim planie; inni odpowiedzą, że nie ma przypadku w takich sprawach i wiecie co? Tak się splotły nasze ścieżki kilka tygodni temu aby dziś tym razem poza „Internetem” na siebie ponownie wpaść. Czy dziwne jest to? Piękne jest to! Ale wróćmy do α i β.

oco strój

Tak jak na najbardziej nęcącą imprezę idzie się czy to z katarem czy z chorobą na plecach, tak i ja wybrałem się na Półmaraton Warszawski nie w pełni sił. Od lutego treningi odrobinę przypominały żółty ser ementaler (tęsknię za nim). Niewyleżana grypa ( a wcześniej zapalenia gardła) raz po raz szarpie odradzające się ciało. Aczkolwiek nie jest źle. Po prostu zabrakło kilku wybieganych w pocie kilometrów by dziś prężnie wypiąć pierś do orderu zwanego życiówką. Tak na poważnie to również balast w postaci kilku kilogramów robi swoje. Ale idzie ku dobremu. Na samym końcu odcinka wreszcie wstawię wagową prawdę kolącą nie tylko w moje oczy. Idzie ku dobremu dzięki diecie i determinacji by wrócić na dawne tory. (Boję się Magdy dietetyczki, która wczoraj wywalczyła w Czechach złoty i brązowy medal w Jiu Jitsu. Obym nie musiał za dwa tygodnie podczas kontroli krzyknąć- kobieta mnie bije 😊 ).

Zatem wyszedłem z hotelu w ramach rozgrzewki na start. Z przystanku zgarnąłem węgierskie małżeństwo- ona startowała, a on był serwismenem. Zgarnąłem, ponieważ nie potrafiłem im wytłumaczyć jak dojechać darmową dla biegaczy komunikacja publiczną na Wybrzeże Gdańskie i tak przespacerowaliśmy rozmawiając ponad trzy kilometry. Na miejscu się rozdzieliliśmy. Kogo najpierw spotkałem? Tak jak podczas Biegu Niepodległości, Agnieszkę F-W., biegową koleżankę której wykrzyknąłem z uśmiechem od ucha do ucha- miło Cię widzieć.

Miło Cię widzieć

Przyjemnie porozmawialiśmy o tym i tamtym, ale tym razem nie zdecydowałem się na wspólny bieg. Agnieszka jest w formie a ja swoją buduję. Dziś pobiegła mocno- 01:38’59”. Oprócz tego uzbierała założoną kwotę dla Fundacji NON IRON. Nadal można dokonywać wpłat- NON IRON

Przed startem nie wpadłem ani na Picta, ani na Roba, ani na Zigiego, ani na Trenera czy Bartka, ani na Czeczę. Słowem pustka jak w bocianim gnieździe zimą. Nie pozostało mi nic innego jak zrzucić zbędną odzież i przygotować się do startu. Mocz, mini trucht i już byłem gotowy na łowy. Przed połówką i maratonem nie rozgrzewam się za bardzo, a powinienem? Oczywiście oprócz samego współzawodnictwa również łowię ciekawe widoki. Najlepsze są powyżej tempa 5:00/km. Tradycyjnie przed startem przeszły ciarki słuchając Czesława i jego „Snu o Warszawie”, tradycja która nastraja lepiej niż stroiciel fortepian.  Przekraczając linię startu zrobiło się jeszcze cieplej, gdy zgodnie z rodzącą się nową świecką tradycją (w ubiegłym roku było podobnie) zostałem przywitany ciepło i krzepiąco przez prowadzącego imprezę Rosoła. Od razu pojawił się na mej twarzy najszerszy uśmiech biegowego świata!

Miło Cię spotkać

źródło FB Kasia Dydo-Rosłoń

Biegnę. Biegnę raz po raz wyrzucając z nosa ohydną zarazę. Nie byłem przygotowany jak biegaczka przede mną (7/10) z chusteczkami higienicznymi. Ale tak naprawdę jako człowiek dżungli, zawsze jeśli podczas biegu zajdzie potrzeba, to obywam się bez ch-h. Biegnę w miarę spokojnie choć raz po raz jakaś fala biegaczy próbuje mnie zmieść. Biegnę bardziej wsłuchując się w ciało i szukając własnego rytmu niż na wskazania zegarka. Oczywiście raz po raz weryfikuję poczynania na Garminie. Staram się trzymać konia w ryzach do siódmego kilometra by później pobiec progresywnie. Zbliża się 10-ty kilometr. Czas na zjedzenie żelu. Odpowiedni czas gdybym go posiadał. Ale w wyniku zaniedbania, wybiegłem bez. Na prawie każdym punkcie piję wodę, tym bardziej że zaraz po starcie zacząłem się pocić. Wiem wiem to ohydne co piszę, szczególnie dla tych z Was, którzy przez całe dotychczasowe życie nie puścili ani jednego bąka i nie skazili ciała kroplą cuchnącego potu. Kontroluję tempo choć przed 12-tym km zapala się pomarańczowe światło. Poczułem, że nogi stają się ciężkie. Przecież to jeszcze nie jest 2/3 trasy. Kurze udko, co się dzieje? Może to brak energii, może brak tych niewybieganych kilometrów? To coś zaniepokoiło. Wystraszyłem się, że zacznie się już ostra walka z własną słabością aż do mety. Przyspieszyłem. Starałem się skupić bardziej na rytmie niż na tempie. Było lepiej. Choć nie lżej.

Biegnę. Kolejne kilometry mijają jak zacerowane pory roku Vivaldiego. Słońce już grzeje i zaczynam odczuwać niedobory energii. Trochę mini kolka, trochę jakiś mikro skurcz wokół brzucha. Takie prawie nic szczególnego. 16 km. Wizualizuję sobie ostatnie pięć km jako powrót z treningu przez bydgoską ulicę Inwalidów do domu. Zostały ostatnie dwa kilometry. Tu miałem wrzucić tryb sport i pocisnąć do mety. Zaciskałem zęby i miałem wrażenie, jakby ktoś spuścił trochę powietrza w zimówkach i asfalt  mocniej się do nich przytulał. Nie oderwałem się wyżej niż na trzy centymetry. Nie zerwałem się szalonym sprintem do mety. Biegłem odrobinę szybciej. Biegłem nie do końca zadowolony ale rozgrzeszony bo czułem, że jednak walczyłem. Może nie do utraty tchu ale na tyle mocno by pobudzić endorfiny.

Tutaj macie bieg XIII Półmaraton Warszawski

Wbiegam na metę i kogo słyszę, kto mnie wita? Marcin i jego przepiękne wykonanie Hejnał, Henał, dont drim, is ołwer 😊 Hejnał hejnał

Dobrze mi się biegło, bardzo dobrze chłonąłem atmosferę i wsparcie kibiców. Z uśmiechem chwyciłem medal i otoczony endorfinami szedłem odebrać depozyt. Idę i własnym oczom nie wierzę! A że nie miałem od kogo pożyczyć drugiej pary, to przetarłem swoje raz jeszcze i patrzę a przede mną kto idzie? Miło Cię widzieć! Miło Was widzieć! To Batman i Robin wracają z akcji! Prowadził nas los i zaprowadził w objęcia. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, teraz bardziej bieganie niż nocne imprezy to ułatwia. I ogromnie się cieszę, że poznałem Mikiego a teraz także Maćka, wesołych i energiczny biegaczy, którzy zarażają skuteczniej niż czarna dżuma pięknymi emocjami! Ich akcję również można nadal wspierać: Rak’n’Roll Zbierają pieniądze dla Fundacji Rak’n’Roll

Miło Cię widzieć Rak'n"Roll

źródło FB Kingrunner

 

 

 

 

Miło Cię widzieć! Miło było Cię spotkać! Osobiście jak również w „Internecie”, Biegaczu i Biegaczko!

„…najpiękniejszy mój świat, najpiękniejsze dni…”

https://www.youtube.com/watch?v=B_P61M36bkY

 

o co chodzi w biegu

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This