Hocki- klocki pomyślałem (a jednak), gdy kilka tygodni temu przeczytałem artykuł napisany na podstawie badań amerykańskich (a jakże) naukowców. Do wszelkich danych, nawet tych liczbowych, do każdej statystyki czy sondaży odnoszę się z rezerwą. Nie wynika to z mojego uregulowanego stosunku do służby wojskowej ale z wrodzonej podejrzliwości do wszelkich szczególnie agresywnie narzucających się treści. Niejednokrotnie toczyłem boje z siostrą bliźniaczką, waląc na oślep z lewej i prawej na podsuwane liczby. Nie z czystej przekory a po prostu z powodu zmutowanego genu ufności. Genu idącego w parze z miłością do konfrontacji!

Czytając artykuł zacząłem tracić przekonanie, że postawione tezy to jeno hocki-klocki. Pogładziłem się po dumnie wypiętym brzuchu, pogrzebałem po swędzącym uchu i treść zaczęła mnie przekonywać bardziej niż Zieloni walczący o h… wie co. Dieta w aspekcie treningu i zmian w funkcjonowaniu organizmu ma kluczowe znaczenie, porównywalne z wpływem liścia flagowego i podflagowego na kształtowanie plonu pszenicy. Jakość dostarczanego paliwa i bogactwo mieszanki to między sześćdziesiąt a siedemdziesiąt procent sukcesu! Pewnie dlatego tak pozytywnie zareagował mój zapyziały organizm na zmianę nawyków żywieniowych w tak krótkim czasie. Co spowodowało zdziwienie nawet mojego Trenera. Już wyobrażam sobie jak analizując kolejne treningi wpada w beztlen. Sam jestem zaskoczony i dzięki temu jeszcze bardziej zmotywowany do kontynuowania dzieła. Choć wiem, że droga nie będzie ani łatwa ani tania. Wczoraj przeczytałem kolejny artykuł związany z żywieniem. Od razu oponuję- nie, nie mam bzika na punkcie diety ale żrąc artykuły i książki, nie trudno jest trafić na tego typu pozycje. Zaciekawiła mnie szczególnie informacja o światowym katalogu chudych. Jak się do niego dostać? Trzeba zrzucić przynajmniej 13 kg i utrzymać tą wagę przez rok by trafić na listę wstępną. Na główną trafia się po pięciu latach.

lego hocki-klocki

Zatem cztery tygodnie temu zacząłem proces wymiany kilku klocków w świątyni sukcesu. I całkiem przyjemnie mi z tym. Na nowo poczułem co to jest radość z wybiegania się w pocie i znoju. Motywowaniu się na każdym powtórzeniu krzycząc- Ty gnoju, dasz radę! Biegam jak rozwydrzony chomik po stadionie ciesząc się po każdym okrążeniu jeszcze bardziej. Z nieukrywaną po kątach satysfakcją linkuję swój piątkowy trening. Ten, który już kiedyś miałem nie przyjemność a okazję zrealizować. Tym razem była to przyjemność! Obżeram się nią do granic przyzwoitości. To już nie hocki-klocki. Wracam na właściwe tory! (Garmin Connect ma awarię, trening wrzucę jak naprawią)

P.S. Zanim udałem się na wieczorny trening, to kibicowałem upalnym biegaczom podczas dyszki zadyszki. I spotkałem Wojtka osiedlowego biegacza w rewelacyjnej koszulce Maratonu Puszczy Bydgoskiej!

hocki-klocki

Przed treningiem doładowałem się:

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This