Podobno gdy się biega w kwietniu na niebiesko to mniej lub bardziej działa się na zwiększenie świadomości o autyzmie. Zdecydowanie mam braki w tym temacie a w dodatku niezamierzenie autyzm a właściwie jeden z „psychologów” od tej choroby, ten biegający może jeszcze, powoduję że mam delikatnie pisząc, negatywne skojarzenia. Autyzm autyzmem, kwiecień kwietniem a ja po prostu lubię niebieski i większość nie tylko biegowych ubrań mam w tym kolorze. Może jedna bluzka żółta, tak jak biegowy zaciąg od Aldony R., ciemne leginsy- choć nie na zakrywanie mankamentów sylwetki, bo nogi to mam zajebiste, coś szarego i białego.

Nie przeprowadziłem badań terenowych i nie poprę się statystyką szalonego profesora od kolorów, lecz postawię tezę, że najwięcej biegaczy i biegaczek biega w białych koszulkach. Dlaczego? Organizatorzy biegów najczęściej w tym kolorze „dają” (tak jak „państwo” i ministrowie 😉) t-shirty. Prawdopodobnie tak jak w przypadku lakieru samochodów- biała opcja jest najtańsza. Choć nie zawsze zwycięska jak przypomina historia Rosji.

Ta niedziela okazała się wielokolorowa w wielu miejscach pod wspólnym niebieskim jednym dla wszystkich ludzi niebem. W nieznośnie zapylonym Krakowie, w którym pobiegła bydgoska Wataha pod przewodnictwem Krzyśka, a którą z wiadomych przyczyn opuściłem. Wiadomych dla mnie i dla bliższych biegających a niezorientowanym tłumaczę -wiosną szukam szybkości a przede wszystkim lekkości. Lekkość przychodzi kęs za kęsem ale o tym może w kolejnym odcinku po wizycie u dietetyczki. W Londynie również na dystansie maratonu ścigała się światowa elita z naszym idolem MoFarahem, który ostatecznie zajął trzecie miejsce biegnąć u siebie. U siebie spytałem się siebie. Jak to? A no tak, żyjemy pod wspólnym niebem. Piękny bieg i równie piękna niebiegowa pogoda, która rozpuszczała zarówno czarnych jak i białych. Na wózkach triumfowała Australijka MADISON DE ROZARIO, która niespodziewanie pierwsza przejechała linię mety i rzucała się w oczy.

AFP Rozario

Źródło AFP

Wśród biegnących pań Vivian Cheruiyot- nie odważę się wymówić nazwiska, co jest dla mnie zaskoczeniem, mimo wszystko liczyłem że uda się poprawić rekord świata Pauli Radcliffe, ale Mary Keitany nie wytrzymała mocnego tempa, które było narzucone od samego początku. Zauważyliście, że panie miały za pacemakerów panów? Co na to feministki? Wracając do mężczyzn- zwyciężył nie tylko z rywalami ale z palącym słońcem Eliud Kipchoge i to jest mniejsze zaskoczenie od tego, że Kenenisa Bekele był dopiero szósty. Świetnie oglądało się ten bieg. Może nie było tylu „akcji” jak we wczorajszym finale o Puchar Króla Hiszpanii, pomiędzy Sewillą a Barceloną, ale emocji nie zabrakło. Zabrakło tylko wypuszczenia lwów na czterdziestym kilometrze ale to może następnym razem.

W naszej stolicy równie piękna piknikowa pogoda chwytała za gardła i jaja rzeszy biegaczy, zarówno przez dziesięć kilometrów dyszących jak również w maratonie walczących. Dla mnie jednym z najmilszych akcentów był start- debiut szwagra Adama, który postanowił wreszcie empirycznie sprawdzić o co chodzi temu p…u Kamilowi, o co chodzi w biegu. Po h… biega na Borkach jak szalony zamiast leczyć kaca w domowych pieleszach. Jestem równie szczęśliwy co on. Dlaczego? Po pierwsze primo- pobiegł szybciej niż obstawiałem. Po drugie primo- doznał zmasowanego ataku endorfin i już wpadł w sidła niebieskiej mocy biegania! Yeah zakrzyknąłbym gdybym prowadził program sportowy w amerykańskiej telewizji!

You can do it!

Kolejny czujący o co chodzi w biegu!

W Warszawie pobiegł również Trener w niebeskich nośnych najkach oraz w błękitnej królewskiej bluzce, mimo że dystans nie był królewski. Pokazał moc i niejako wysunął środkowy palec wprost pod nos niedowiarków. Piękny wynik! 34’59!!!

Trener

Źródło Szymon Starnawski

Ogromne gratulacje należą się również Tomikowi, zrobił mega progres i uzyskał nową życiówke lepszą od poprzedniej o 5 minut!!! 3:13 coś tam. Nie wiem w jakim kolorze biegł ale skutecznie. Tylko jedna rzecz w jego przypadku smuci. Niestety bieganie zepsuło do cna tego zwariowanego rock’n’rollowca i jego energia zostaje na asfalcie a nie na scenie i w klubie…

Pytacie co u mnie? Waga nadal idzie w dół. Jestem na poziomie, którego nie miałem od lat. Nawet życiówki biłem będąc odrobinę cięższy. Trochę czuję, że również ubywa mi odrobina mocy ale jeszcze do niej wrócę. Mój tunning trwa w najlepsze. Najbardziej dający w dupę trening w tym tygodniu miałem dziś. BNP 24 km. Szczegóły w linku BNP

o co chodzi w biegu

Nie zrealizowany do końca. Czegoś zabrakło, między mocą i energią a głową zabrakło zrozumienia. Niby szło w miarę dobrze ale… Dlatego tym bardziej czekam z niecierpliwością nadchodzącego tygodnia i czterokilometrówek. O cholera, już późno więc kończę i niebawem idę spać…

P.S. W Bydgoszczy również biegali i chodniki blokowali… Na pięć kilometrów. Za mało 😉

 

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This