Pogłoski o mojej śmierci i biegowej i społecznej okazały się jeno kurzem na wietrze ostatnich zmian. Co uważniejsi czytelnicy zapewne zauważyli brak odcinka w poprzednim tygodniu. Niektórzy odetchnęli głęboko z ulgą a co niektórzy cichaczem zapłakali w surrealistyczną poduszkę. Ci bardziej życzliwi pomyśleli- pewnie wyjechał na majówkę i przeciska się w nieskończenie niewdzięcznej kolejce na Kasprowy Wierch czy rozrzuca morze śmieci na szczycie Tarnicy. Rozstawia zaraz o świcie pierwszy drapieżny parawan czy wspina się na Śnieżkę w lśniących jak lakier na Porsche, klapkach Kubota. Otóż nie, nic z tego. Nie wpadłem w paranoidalne spazmy majówki i zostaliśmy w domu. Zresztą branża w tym okresie pomaga zachować urlopowy rozsądek.

Zatem zaczynam wreszcie biegać a nie truchtać. Zrzucenie kilku nadprogramowych kilogramów wreszcie pozwoliło uwierzyć, że kolejne życiówki to tylko kwestia kilkudziesięciu regularnych treningów i dalszego pozbywania się- oczywiście w granicach rozsądku balastu. Ostatnia wizyta kontrolna po 6 tygodniach pokazuje, że jesteśmy na właściwej drodze. Posiłek za posiłkiem, kęs za kęsem, kaloria za kalorią. Do Trenera i jego wyników jest daleko ale bioróżnorodność jest przecież taka piękna.

elite bydgoszcz

Otrzymałem również propozycję kolejnych dań- gdyby obecny zestaw zaczął nudzić i kilka podpowiedzi na ewentualne przekąski. Da się zjeść i w dodatku cieszyć smakiem.

Trenowanie w obecnych warunkach stało się bardziej znośne i dające większą satysfakcję. Różnica między truchtaniem a bieganiem jest taka jak między… Niech każdy sobie sam dopowie 😉 Na tyle zaczyna mnie nosić, że zapałałem chęcią na spontaniczny start w Półmaratonie Grudziądz- Rulewo, na szczęście Trener rozsądnie mnie powstrzymał. Zamiast tego zaproponował abym zamiast sobotnich osiemsetek x 10 zrobił kilometrówki na przerwie w truchcie o minutę dłuższej. Czyli z 10 x 800 m (4:20)/2’ mogłem zrobić 10 x 1 000 m/3’. W sobotni poranek wstałem tak jak organizm jest przyzwyczajony od lat czyli o słynnej piątej. Spokojnie doleciałem do miejsca zrzutu, pozbywając się strawionego balastu. Rozważałem czy zjeść przed treningiem „śniadanko”. Zazwyczaj biegam na czczo, ale tym razem intensywność i kilometraż działały na rozsądek. Czasu na podjęcie decyzję było mało więc chwyciłem obiekt pożądania- żółtego Warhol’owsko wygiętego banana. Kiszki się obudziły. Chwyciłem drugiego. Zawahałem się czy nie będzie za mało. Dorzuciłem na rozruch pieca żelki squeezy i ruszyłem na bieżnię.

Rześka o poranku i w miarę pusta. Do czasu. Do pojawiania się bydgoskiej sekcji BBL. Ale mimo kilkudziesięciu osób, dało się bez problemów przeprowadzić trening.

o co chodzi

Każdy (prawie ale o tym za chwilę) szanował przestrzeń swoją i szybszych biegaczy. Prawie, ponieważ dwóch „triathlonistów” na pierwszym torze czy to miało „tempo” czy przerwę, dumnie blokowało tor. Wiadomo, pierwszy tor jest dla gwiazd. Po jakimś czasie dołączyli „profesjonalni” biegacze i biegaczki. Przyjemnie było obserwować ich biegowy krok i sprężyście pracujące mięśnie.

Wracając do treningu. Podczas rozgrzewki (20’) zauważyłem, że organizm pomimo dołożonych w pierwszej części tygodnia kilometrów, reaguje pozytywnie. Pomimo tego, do kilometrówek podszedłem z respektem, tym bardziej że w głowie kłębiła się myśl aby może jednak zmienić na osiemsetki. Z drugiej strony słowo się rzekło- kobyła u płotu.

Start.

trening

Jak w ulu

Powtórzenie za powtórzeniem czułem, że jest moc. Po siódmym ciągnęło coraz bardziej aby przyspieszyć. Trochę bojąc się urazu, zachowałem zdrowy rozsądek i tylko na ostatnim kilometrze przyspieszyłem znacznie. Żeby nauczyć mięśnie jak mają pracować na finiszu. Trening w szczegółach tutaj:

10 x 1 km (4:20) przerwy 3′ trucht

Dziś miała być już regeneracja. I psychicznie była. Pomimo, że nie udało podłączyć się do #puszczalskich- zaczynali bieganie po Puszczy Bydgoskiej o ósmej. Mój dzisiejszy partner biegowy musiał być już o tej porze w domu. W pięknych okolicznościach przyrody zrobiliśmy swobodne trzynaście kilometrów i tak niespodziewanie ten tydzień zamykam prawie siedemdziesięcioma kilometrami w nogach, których w ogóle nie czuję. O taka ta majówka 😊

Puszcza

Mogło być tak

Puszca

Mogło być tak

Puszcza

A było na biegowo

Puszcza

Puszczalscy w Puszczy

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This