Jeb…ć dietę! Tak z przekąsem zacząłem poprzedni odcinek. I coś w tym jest. Tzn. z samospełniającą się przepowiednią. Mijający tydzień, na chwile przed wizytą kontrolną w Elite Bydgoszcz, został zbezczeszczony sfermentowanymi owocami, prostymi cukrami i destrukcyjnymi szatańskimi dziwadłami. Nie, nie jest to spowodowane poddaniem się po dwurundowej walce. Nie jest to krzyk rozpaczy- czy tak już będzie wiecznie? Warzywa i warzywa i oliwa!?

W ubiegłą niedzielę przebiegłem półmaraton, który był celem na wiosenny sezon. Przebiegłem tuląc się do rozgrzanego asfaltu, rozbijając wściekle atakujące lawowe powietrze, tym co wytrenowałem. Po nim mógłbym wzorem lat ubiegłych dać sobie wytchnienie na trzy cztery tygodnie. Lecz tym razem nie chce mi się robić „roztrenowania”. Pragnę rzetelnego dalszego trenowania. Dlatego zaczerpnąłem głębszy oddech luzując dietę, by na kolejne rundy wyjść jak fajter. Ju łona fajt łit mi? Jes of kors! Walczę dalej sam ze sobą!

Po półmaratonie czułem niedosyt i zapragnąłem pościągać się na ubitej rodzimej ziemi na krótszym dystansie. Idealnie wpasowałem się w Bieg Instalatora. Kilka kilometrów od mieszkania. W naszym bydgoskim Myślęcinku. Po cichu kusiło mnie aby na trasie trailowej i lekko pofałdowanej pobiec lepiej niż na asfalcie

zainstalowani

Ale o tym za chwilę. Wcześniej odbył się Bieg Złotego Smoczka. Udało mi się (bez trudu) namówić moje kochane maleństwa na start. Mimo, intensywnej szalonej soboty oraz wczesnej pory pobudki, sprawnie dotarliśmy na start. (Zabawne było, gdy rano budząc dzieci, spytałem czy przygotować im mleko. Odpowiedziały, że tak i po chwili Julian spytał się- mama jest na uczelni? Nie, jest w domu, ale tym razem tata zabrał się za karmienie). Dzieci rzutem na taśmę zapisane na bieg dzięki uprzejmości organizatorów za co ogromnie dziękuję, lekko zmęczone ale z zapałem wystartowały na swój dwustumetrowy bieg.

zainstalowni zainstalowani

Po zawodach zostały na miejscu i korzystały z przygotowanych dla najmłodszych atrakcji, których była moc. Z punktu widzenia rodzica jest to bardzo ważne. Dziękuję organizatorom za wsparcie w wyciągnięciu pociech z domu na świeże powietrze.

Wspólnymi siłami z moją przeuroczą małżonką staramy się, aby nie spędzały czasu tylko przed komputerem, telefonem czy telewizorem a chłonęły przyrodę nie tylko naszej pięknej ojczyzny. Jednym z moich marzeń związanych z nimi jest wychowanie ich w duchu „świeżego powietrza”!

„When grow up, went to school,

There were certrain teachers who

Would hurt children anyway they could.

By pouring their derision,

Upon anything we did,

Exposing any weaknees,

However carefully hidden by the kids”

Pamiętam ze szkoły podstawowej jak mój nauczyciel wychowania fizycznego, autorytet Waldemar Wysocki powtarzał- tu nie uniwersytet, tu trzeba myśleć. Do dziś mam tą maksymę w głowie. Nie raz rozmawiam z Trenerem Beztlenem i oprócz wyników sportowych zazdroszczę również inteligencji i mądrości życiowej. Jak widać potrzebuję autorytetu wskazującego odpowiednią drogę. Ale i niejednokrotnie kogoś, kto zrozumie rubaszny czy z pozoru głupi dowcip, kto poda komentarz z cięta mądrą riposta.

Stając w tłumie biegaczy Biegu Instalatora, planowałem pobiec bardziej rozumem niż idiotycznym sercem.

Start.

Poszli na tarzanie się w żarze tropików. Po kilkuset metrach podbieg doskonale znany z treningów. Tam odpuściłem, mimo że kolega wyrywał do przodu. Wiedziałem, a bardziej czułem że w przeciągu dziesięciu kilometrów znajdę czas aby go z satysfakcją pożreć. Około kilometra dalej, może odrobinę dalej był mój. Jak wielu, którzy postradali zmysły w tym upale. Po raz pierwszy biegłem nie sprawdzając tempa na Garminie. Biegłem na samopoczucie. Polubiłem to. Biegłem, powoli niczym żółw napędzany dieslem, raz po raz mijając przeciwników. Odczucie wytchnienia dawał las drzew. Bo jeśli chodzi o biegaczy to była pustynia. Gdzieś około czwartego kilometra zrobiło się luźno jak u starego na łysinie. Napierałem goniąc kolejnych i kolejnych. Chciałem od siódmego kilometra mocniej zaatakować ale go przegapiłem. Mijając ósmy ucieszyłem się że już tylko 20% biegu przede mną ale z drugiej strony to jeszcze tyle. Machałem rękoma jakbym płynął kraulem przez to gęste powietrze. Wtem w oddali zauważyłem dwóch biegaczy nie z mojej kategorii wiekowej, ale to nie miało znaczenia. Niczym drapieżnik przyspieszyłem i na ostatnim kilometrze podjąłem walkę o wyższa lokatę. Po nich kolejna sylwetka wydawała się w zasięgu. Udało się. Kolejny za mną! Zawsze jak na końcówce wyprzedzam, to boję się czy przeciwnik nie podejmie walki i nie padnę na ryj przed metą z goryczką porażki. Tym razem udało się. Za mną biegacze a przede mną meta. W tym miejscu słowa podziękowania dla kibica który rzetelnie krzyknął- Nie dojdzie już ciebie, biegnij po swoje!

Uśmiechnięty bo nieświadomy

Nawet nie pamiętałem że ktoś robił zdjęcie

Dzięki Mariusz Kryske za zdjęcia 🙂

Uwielbiam lokalne biegi, gdzie morze rąk do uściskania, ocean uśmiechów i życzliwości wypełnia każdą z chwil. Słodycz wspólnej pasji, polukrowanej zrozumieniem.

W takich chwilach przypominam sobie naszego poczciwego profesora Johnsona, który tak ukochał ludzi lecz bardziej mikroby.

P.S. Podlinkowuję spełnienie marzenia sprzed lat. Dzięki Ci Michał, wierny towarzyszu bieszczadzkich tras. P.S. Mam nadzieję, że nie tykasz energetyków? 😉

Bieg Rzeźnika sprzed 3 lat

P.S.S. Bieg, niestety Garmin nie złapał pulsu z pulsometru z paska. Bieg Instalatora trail

Moje zdjęcia: Zdjęcia by Oco

Zdjęcia Mariusza: IV Bieg Instalatora

P.S.S.S. Dobiegłem na 61 miejscu. Za mną było ponad 80% biegaczy… Będzie lepiej!

z Królową

zainstalowani

zainstalowani

Good fellows

zainstalowany

Tomi po Rzeźniku ciągle je

Farfalla

Farfalla

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This