Sopot. So pot. Więc pojechaliśmy do jednego z trójmiejskich miast spocić się. Jak można się spocić w Sopocie? Kto był ten może się domyśleć. Kto nie był- też. Nie jest to wcale takie trudne szczególnie w upalne tak niepolskie lato.

Sopot po raz pierwszy pojawił się podczas mojej rozmowy z kontuzjowanym Szwedem, którego w ubiegłym tygodniu zwoziłem z trasy Ultra Mazury. Stwierdził, ładne miasto ale bajońskie ceny. Tak naprawdę powiedział, że wysokie ale jego wyraz twarzy i grymas przeszywający wręcz całe ciało, zapewne to chciało wyrazić. Po raz drugi wypowiedziała je JWŻ kilka dni temu. Niestety. Usłyszałem. Niestety, ponieważ co można robić nad morzem? Co można robić w jednym z najpopularniejszych polskich wakacyjnych miast. Pływać? Nudy. Zwiedzać bunkry? A gdzie są? Leżeć plackiem na plaży? A czy ja jestem murzynkiem, który musi się dopiec?

Na szczęście w Sopocie można się przyzwoicie spocić. Nie o każdej aktywności wypada tu wspomnieć, ale każda warta wydatkowania energii miała miejsce podczas mijającego weekendu 🙂

Oczywiście co zrobiłem? Pobiegałem. Szczególnie mocno popracowałem w sobotę.

Oczywiście po ładowaniu energii dzień wcześniej:

Spopot

 

 

 

 

 

Trening 20’E + I: 4x1500m (4:20/km) p.6’trucht + 10′

wymagał skupienia i utrzymania koncentracji do samego końca, szczególnie że w trakcie zaczął padać letni aczkolwiek odrobinę orzeźwiający deszcz. Poczułem pod koniec przypiekanie w czworogłowych, znak że trochę się leniłem w ostatnich tygodniach. Ale i poczułem tą satysfakcję, którą daje na koniec dobrze zrealizowany trening. Przypomniałem sobie w trakcie, że lepiej zmęczyć się podczas treningu, wylać siódme poty, by na zawodach lecieć przed siebie jak po swoje.

Odkryłem tam piękną ścieżkę, idealną na bieganie a obok rowerową na pedałowanie. Co skwapliwie wykorzystaliśmy z JWŻ w sobotni wieczór, mimo zmęczonych nóg.

Spot i my

Trójmiasto zaskakująco wiele daje amatorom nie tylko kwaśnych jabłek i wędzonych ryb, ale nam- pasjonatom aktywności fizycznej. Przejechaliśmy kilkadziesiąt minut wspólnie chłonąc obcowanie i swojskie przebywanie. Smacznie i wytrawnie z każdym kolejnym kilometrem. Przypomniała mi się ubiegłoroczna wyprawa Dudek& Wrzesiński, którzy ponad 500 km przejechali rowerami po naszym wybrzeżu. To jest godne powtórzenia!

Odkrywaliśmy zakamarki Sopotu i siebie. Szukaliśmy drobnych chwil, zamienianych na wielkie emocje. Tak, Sopot nie tylko dał się spocić ale i dał radość przyprawioną solą tej ziemi.

P.S. W Bydgoszczy kolejna edycja triathlonu. Wracając zajrzeliśmy na metę aby przez chwilę kibicować. Oprócz Oli i Agaty spotkaliśmy Janusza Triathlonu. Janusza, który zajął na połówce Ironman drugie miejsce w kategorii.

triathlon

GRATULACJE!

P.S.S. Po tak aktywnym weekendzie chce mi się mimo zmęczenia, jeszcze bardziej zmęczyć 🙂

 

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This