Pomimo, że piłkarskim mundialem fascynowało się (niewspółmiernie do osiągniętego przez piłkarzy wyniku), wielu kibiców. To bliższa jest mi siatkówka, która dzisiejszego wieczoru rozgrzeje do białości kości kciuków na obu półkulach. Trochę pewnie z powodu kontaktu w młodości. Piłkarz ze mnie był żaden, a siatkarz jako tako. W siatkówce pociąga mnie większa dynamika oraz wiele zwrotów akcji. To co wypowiadane jest co kilka punktów, słowo klucz, wytrych- przełamanie. Będę po dwudziestej trzymał pokrzywione palce, raz po raz zagryzając je i krzycząc- czas na przełamanie.

Kiedy w lipcu wpadłem w trzytygodniowe urlopowanie, to równocześnie niezamierzenie wyszło roztrenowanie. W dodatku okazało się, że swimrun odbywał się w tym samym czasie co planowany półmaraton. Wybrałem z wielu względów bieganie- pływanie- bieganie… Słusznie. Jednocześnie realizując plan do połówki. Czułem, że dziura w treningach opóźniła budowanie szybkości a nad nią przede wszystkim teraz pracujemy. Po zawodach wybrałem w kalendarzu najbezpieczniejszy półmaraton. Padło na ten na rodzimej bydgoskiej ziemi. Blisko domu, bez minusów logistyki, w dodatku w październiku, który powinien być łaskawy pod względem pogody. Zatem kontynuuję przygotowania, równocześnie widząc, że przełamałem się. Systematyczna praca i sumiennie realizowane treningi krok za krokiem poprawiają poziom sportowy, a przy okazji wzmacniają głowę.

Najmocniejsze bieganie mam zawsze w sobotę i staram się być maksymalnie (no prawie mi się udaje) skupiony i dawać z siebie to co najlepsze. Dzięki temu, gdy już na chłodno oglądam na GC i analizuję poszczególne parametry, to jestem z nich zadowolony. Wczoraj była ciekawa jednostka. Niektórzy nazywają ją piramidą, nie wiem czy słusznie. Dla mnie nie jest ważne jak co się nazywa, ważne że mam rozpisane jak pobiec i staram się to zrealizować. Na stadionie było rześko, chłodno i słonecznie. Sporo biegaczy się zbiegło. Z bydgoskiej grupy BBL- na cotygodniowym treningu, AMS (Akademia Mistrzów Sportu) robiła testy wydolnościowe, nasza sprinterka Marika Popowicz Drapała- również. A ja robiłem swoje:

I: 400, 800, 1200, 1200, 800, 400 metrów (4:00/km) p.3’trucht

biegacze

Wczoraj po raz pierwszy poszedłem na lekcję pływania. Właśnie tak na przełamanie. To że podczas bieszczadzkiego swimruna potaplałem się około 1 500 a może i więcej metrów w wodzie, nie znaczy że pływam. Nawet nie truchtam na wodzie a po prostu się przemieszczam. Mam zamiar za kilka miesięcy zostać kraulem a nie klaunem pływania. Póki co jestem w żłobku.

Za godzinę z okładem zasiądę przed telewizorem i będę patrzył na przełamanie naszej reprezentacji. Coś czuję, że pójdę spać z uśmiechem na ustach!

 

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This