Półmaraton. Nie brzmi tak dumnie jak maraton- przy okazji gratulacje dla tych, którzy spełnili marzenia w Poznaniu i zostawili swój ślad na wieki. Półmaraton dla wielu to taki półgłówek, z którym można pobiec noga w nogę na pół gwizdka. Dla wielu na dwoje babka wróżyła, czy to warto biec, te dwadzieścia kilometrów z małym okładem. Nie lepiej przejść się po mieście na dystansie królewskiego z dumnie nadętą piersią maratonu? Bo cóż znaczy półmaraton? Połowa trasy, połowę mniej wysiłku, połowę mniej żeli zjedzonych i o połowę mniej strachu.

Wielokrotnie rozmawiając z laikami a nawet z początkującymi biegaczami o dystansie na którym mam zamiar wystartować, gdy wspomniałem że np. na 5 km, to słyszałem westchnięcie zawodu, ach tylko piątka, ok, rozumiem. To tylko dyszka? To taka połówka półmaratonu, taka ćwiartka maratonu. Rozkładałem wymownie ręce, walcząc z samym sobą. Czy wdać się kolejny raz w dyskusję z ławicą niezrozumienia o tym, że rozmiar nie ma znaczenia. Czy zamilknąć sącząc kolejny łyk wina.

Przede mną prawdopodobnie za tydzień start w półmaratonie na bydgoskiej ziemi. Dlaczego piszę prawdopodobnie? Ano dlatego, że po raz pierwszy stało się tak jak nie powinno. Przegapiłem najzwyczajniej w świecie zapisy. Okazało się że były do 12.10 choć start jest dziewięć dni później. Napisałem do orgów i może uda się coś zdziałać. Tym bardziej zależy mi na starcie, ponieważ forma rośnie i zapowiada się walka o ciekawy wynik. Wczoraj bardzo dobrze wszedł ostatni przed startem, mocny trening:

T:12 x 1km (4:25) p.2’trucht

półmaraton trening

W tym całym rozgardiaszu przegapiłem start Biegofanki w Ultra Kotlinie. Bardzo jestem ciekaw wrażeń. Szczególnie tych za setnym kilometrem. Mój kolega, Darek Ultra Way biegł po zwycięstwo póki kilka razy nie pobłądził i… Ale wytrwał i dobiegł do mety na 4 miejscu. Coś mi się przypomina, że kilka lat temu Johnson też zboczył ze ścieżki, co kosztowało go kilka mięs rzuconych na wiatr!

Co poza tym? Powoli dojrzewają owoce moich przeklikanych przed monitorem godzin, już drożdże rosną i zbliża się czas by bochny włożyć do pieca. Jeszcze chwilę pomilczę, jeszcze chwilę, a potem… Zobaczymy 😊

P.S. Dziś wstałem przed świtem by po siódmej być już po treningu. Jednak to jest mój optymalny rytm. Nie będę z nim walczył. Na początku było w lesie ciemno i trochę wyobraźnia sobie pozwalała ale za to wschód słońca był przecudny, żadne zdjęcie tego nie odda.

oco oco oco

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This