Jednak ze mnie jest taki zwyczajny tradycjonalista. Jak jest wiosna to ptaszki mają śpiewać i szykować swoje gniazda a zieleń atakować spragnione oczy; jak przyjdzie lato, to pot ma się lać od czubka głowy przez plecy aż do…; jesień złotem i czerwienią malowana ma łagodnie przygotować na nadejście zimnej ale iskrząco białej zimy. Jest zima to musi być i mroźno i śnieżnie! Tak jak to było w ubiegłym tygodniu w Krościenku i okolicach.

Wróciłem na bezśnieżne Kujawy, trochę bojąc się czy podczas Triady nie wybiłem aby zębów. Większa niż zazwyczaj weekendowa porcja siły biegowej mogła mocniej zmęczyć nogi. I też tak się stało. Mimo że pod górę nie napierałem mocno- w tym pociągu nie było szansy, to  na zbiegach oraz płaskim nadrabiałem stracony czas. Po powrocie do biura, wchodząc po schodach miałem łzy, niekoniecznie wzruszenia. Dlatego z lekkim niepokojem wypatrywałem końcówki tygodnia, gdzie czekała na mnie i siła i zabawa biegowa.

W sobotę udałem się na dobrze znaną ulicę Hipiczną. Na 150 m podbiegi. Na początku irytował mnie GPS, ponieważ po pierwszym odmierzeniu odcinka kolejne razy niezbyt precyzyjnie wskazywał zegarek. Machnąłem na to ręką. Dziesięć razy, wspinałem się i dziesięć razy schodziłem.

Dziś czekała mnie zabawa biegowa, której najtrudniejszym elementem jak się okazało, było wyliczenie ilości odcinków do pobiegnięcia. Trener wyliczył i podał że piętnaście. Ale palców ręki mam pięć. Razy dwa to dziesięć. Niby prosta matematyka na poziomie szkoły podstawowej, klasa pierwsza. Dodać jeszcze pięć. Ale kto biegał ten wie, że chwila zamyślenia i jak tu się doliczyć. Tym bardziej, że minuta przerwy szybko mija. Na szczęście udało się. Ni mniej, ni więcej. Tyle że tempo szybsze trochę od zadanego, ale mimo lekkiego kryzysu podczas dziesiątego powtórzenia (z jednej strony robiło się nudno, z drugiej wiał wiatr, z trzeciej padał deszcz, z czwartej nogi robiły się ciężkie), zacisnąłem zęby i zrobiłem to co w takiej sytuacji jest najbardziej skuteczne- przyspieszyłem. I poszło 😊

ZB: 15 x 1′ (4:00/km) p.1′ trucht

Lubię wycieczki biegowe, szczególnie kiedy mam nastrój, lubię wyskoczyć od czasu do czasu w góry, i lubię pobiegać tak, że żwawiej bije serce a krok biegowy nadaje intrygujący rytm będący dobrym prognostykiem przed wiosną. Lubię od czasu do czasu zmienić otoczenie, różnorodnie trenować i lubię od czasu do czasu startować. Niebawem zapiszę się na połówkę w Warszawie, choć kusi mnie aby wcześniej jakąś dyszkę pobiec. Teraz pisząc te słowa czuję lekką adrenalinę i mocny pociąg na start.

Gdzie by tu pobiec? Bo chyba nie zaszkodzi?

P.S. Garmin znowu optymistycznie kusi- oczywiście traktuję to z przymrużeniem oka. Wszystko w swoim czasie. Choć dziś podczas treningu przemknęła mi przez głowę myśl na jaki czas w półmaratonie trenuję. Możecie się zdziwić, że nie wiem czy nie pytałem trenera ale po prostu kolejny rok jestem pod Beztlena opieką i żyję od treningu do treningu. Tak jak jesienią, spytałem się dopiero przed zawodami na jaki czas pobiec i pobiegłem, nawet trochę lepiej. Droga do celu też jest smaczna, a start w zawodach to wisienka.

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This