Ciężko jest wybrać odpowiedni moment. Kiedy zdecydować się na pierwsze dziecko, drugie i kolejne. Czy już jest pora by odwiedzić bank i starać na trzydzieści lat postronka na szyi. Czy pożegnać się ze starą poczciwą parą butów i kupić kolejny model. Czas. Prosty i nieubłagany jego wymiar determinuje moc decyzji. Czas był bym wrócił do treningów i chyba wybrałem najodpowiedniejszy moment.

Kusiło mnie, żeby wrócić na początku tygodnia, ale nie czułem się jeszcze zbyt dobrze, organizm był nadal osłabiony. Istniało ryzyko, że po kilku treningach problemy mogły by wrócić. Wymieniłem się z jedną z biegaczek komentarzami na temat powrotu do treningu po chorobie. Zaprawdę trudno jest wybrać najlepszy moment. Ciągnie wilka do lasu, ciągnie do miodu niedźwiedzia, ciągnie majonez do jajka. Niestety zaliczyła falstart i baczny sędzia uszczypnął ja w pośladek, dał pstryczka w nos i musi znowu pauzować. W piątek wybiegłem na 40 minut spokojnego biegu. Niestety wieczorem, ponieważ obowiązki służbowe zabrały sporo snu dzień wcześniej i nierozsądnie by było dalej męczyć organizm. Po kilkunastu minutach przeraziłem się. Biegło mi się ociężale, rytm pochował się gdzieś w zaułkach ulic, ciało zapomniało jak się dobrze biegało. Wczoraj tj. w sobotę przerwa. Dziś rano już 60 minut również spokojnego biegu. Samopoczucie lepsze, tym bardziej, że chwilami świeciło słońce. Nogi niekiedy się jeszcze plątały, ale czułem że zrzucam choroby kurz, co przykrył wypracowaną zimą formę.

Czas. Czuję presję, gdy z każdą wyrwaną kartką z kalendarza, zimny oddech zbliżającego się półmaratonu przypomina o wyzwaniu. Tym razem to nie tylko będzie bieg po nową, pachnącą rześką wiosną życiówkę. Wykutą w jesienno- zimowej aurze. Tym razem postanowiłem potraktować ten start bardziej intymnie. Postanowiłem, że po raz pierwszy wezmę udział w akcji #biegamdobrze

Wcześniej tylko przyglądałem się jak znajomi startują pod jej szyldem, dorzucając się do zbiórek.  Dlaczego się zdecydowałem? Często z głowy wyskakuje pomysł i już. Działam. Wybrałem Rak’n’ Roll.

Ze względów osobistych. Moja mama zmarła po walce z tą chorobą prawie cztery lata temu. O jej śmierci dowiedziałem się chwilę się po Biegu Rycerskim. Tak jak się przez wiele tygodni obawiałem, lekarz zadzwonił do mnie z tą informacją… Dwa lata później wróciłem na ten bieg. Szarpiąc się z emocjami, których nie chciałem wyciągać z zakamarków smutku. Półmaraton pobiegnę nie tylko dla siebie, ale i dla podopiecznych fundacji. Cel minimalny uprawniający do otrzymania pakietu startowego osiągnąłem szybko- sam wpłaciłem. Reszta zbiórki to już zasługa ludzi o ogromnych sercach i wielkiej wrażliwości.  Jako wyzwanie postawiłem sobie kwotę 1957 zł- tak jak rok urodzin mamy. Obecnie jesteśmy na etapie prawie 95% osiągniętych w kilka dni. Bardzo się cieszę i ogarnia mnie wzruszenie, że tyle osób przyłączyło się, że kibicuje w tak słusznej sprawie. Pewnie niebawem będzie 100%, co wcale nie oznacza końca. Akcja trwa bodajże do dziesiątego kwietnia. Kto ma ochotę niech się przyłączy- każda złotówka się liczy.

Kamil biegnie dla fundacji Rak’n’Roll- kliknij i wesprzyj

Teraz z większą presją, ale i odpowiedzialnością zabieram się do treningów!

Biegaj dobrze!

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This