„Ticking away the moments that make up a dull day

You fritter and waste the hours in an offhand way

Kicking around on a piece of ground in your home town

Waiting for someone or something to show you the way”

Ze sto lat temu, gdy życie wydawało się prostsze, bynajmniej z dzisiejszej perspektywy, jeden z przyjaciół powiedział słowa, które do dziś mam zapisane w zwojach mózgu. „Nie kategoryzuję muzyki, nie przyczepiam jej etykiet- poważna, klasyczna, jazz, rock, progressive rock, etc. Muzyka to wytwór artysty, wyrzucającego z siebie eklektyczne dźwięki, płynące z serca, duszy, jak zwał tak zwał. Nie ma potrzeby abym wrzucał je do szuflady z dobitną etykietą”.

Nie mam ulubionego utworu, ale mam takie, które często mi towarzyszą, tak jak powyższy. Szczególnie wtedy, gdy czekam na starcie na kolejny bieg.

„And you run, and you run to catch up with the sun, but it’s sinking

Racing around to come up behind you again

The sun is the same in a relative way, but you’re older

Shorter of breath and one day closer to death”.

Nie mam ulubionej jednostki biegowej „ever”. Takiego evergreen, który niezmiennie cieszy się moją sympatią. W rożnych okresach przygotowawczych zmienia się to. Choć nigdy nie był to spóźniony bieg do autobusu, czy na poranne lekcje. Aktualnie nie mam sprecyzowanego, docelowego startu, ale skupiamy się z Trenerem na pracy nad szybkością. Dzięki temu mogłem wczoraj przypomnieć sobie o sile biegowej ćwiczonej na ulicy Hipicznej, gdzie zazwyczaj biegnąć pod górę mijam zasapanych rowerzystów. Jak żywo staje mi wtedy przed oczyma historia o biegu sprzed przyprószonych kurzem lat, gdy człowiek ścigał się po górach z koniem. Jak myślicie, kto wygrał?

Również dziś zrobiłem jeden z ulubionych, choć wymagających treningów. Kiedyś go bardzo lubiłem, ale jakiś czas temu podczas realizacji, nie dociągnąłem do końca i nabrałem uzasadnionego strachu. Zatem dziś w planie był zapisany BNP- czyli Bieg z Narastającą Prędkością. Nie mylić z BNP- Bieg Na Pałę! Lub z BNP- Biegnij, Nie Pier..l! Oraz z BNP- Bolą Nogi Piekielnie.

To jest taki trening, który da poczuć i nogom, i głowie, emocje zawodów, walkę ze zmęczeniem, a przede wszystkim uczy jak mobilizować organizm. Gdy rano ubierałem buty, mając na dłoni rozpiskę kolejnych odcinków, a w głowie w jakim tempie je biec, to czułem lekką obawę, ale i nadzieję. Wiedziałem że kluczowy będzie początek, żeby się nie wypalić przed czasem i zachować energię na ostatnie kilometry. W tym miejscu mógłbym niczym James Joyce rozpisać na kilkaset stron przebieg treningu, ale brutalniej i bardziej rzeczowo będzie, jak zerkniecie na poniższe Prt Scr oraz aktywność w GC. Dodam tylko, że mimo szybszego niż planowałem początku, to udało się powalczyć na końcówce. Odrobinę zaczął doskwierać głód, ale coś tam z rezerw około brzusznych wycisnąłem.

BNP- kliknij

Dziś część znajomych startuje w Toruniu- no trudno 😉 Wczoraj odwiedziłem to miasto, skradając się tak, by żaden bydgoski znajomy tego nie zauważył 😉 Zaplanowałem spotkanie z nie tylko z arktycznym biegaczem Piotrem Suchenia, ale przede wszystkim wesołym i energetycznym trenerem, który z pasją opowiadał o swoich przygodach na zgoła już sześciu kontynentach. To co przebijało się przez opowieści, to przede wszystkim inspiracja aby nie chować marzeń pod łóżkiem czy w ciemnej komórce, a żeby wypuścić je na świeże powietrze i gonić za nimi.

Mateusz- rewelacyjny konferansjer

Zatem czas wstać z kanapy, zjeść kanapkę i ruszyć w nieznane!

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This