W latach dziewięćdziesiątych, gdy zdarzało się, że myliłem Depech Mode z Metallicą, gdy buty z swooshem były poza sferą marzeń, a jedyna oranżada, to ta wyproszona w wytwórni za płotem rodzinnego domu; wtedy właśnie pojawiły się być może w programie 30 TON, ale na pewno nie w MTV (nie posiadałem dostępu), dwie wyjątkowe kobiety, na których widok miękły mi nogi, które do dziś mi towarzyszą. Anita Lipnicka i Kasia Kowalska. Dopiero po ponad dwudziestu latach wybrałem się na koncert i jednej i drugiej. Spełniając jedno z marzeń.

W środę miałem okazję ponownie posłuchać Kaśki podczas koncertu MTV Unplugged w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku. Ponownie tkliwe nuty i wyselekcjonowane słowa tańczyły na strunie wzruszeń, strząsając zbyt długo wiszące krople niewypowiedzianych pragnień. Intymnie, mimo że w oceanie ludzkich głów zatapiałem się, szukając kolejnych nie tylko biegowych ścieżek. Zanurzałem dłonie w kakofonii spazmatycznych oklasków, z niemocą hamując wyrywające się do pląsów nogi. I mimo, że w drodze powrotnej zużyłem pudełko zapałek na podpieranie powiek, to dusza z jednej strony zaspokojona, a z drugiej niczym nozdrza wyczuwające wiatr zmian, zaniepokojona. Za kilka miesięcy krzyknę podczas oglądania nagranego koncertu- o widzę moją rozgrzaną głowę! Za kilka miesięcy…

Dwa dni później były urodziny, jak kilkoro z nas może powiedzieć, naszego Trenera Tomka „Beztlena”. Cóż można by mu życzyć, oprócz tego co już padło, zostało napisane, wypowiedziane? Może jeszcze dodatkowo satysfakcji z wyników zarówno swoich, jak i podopiecznych. Ze swojej perspektywy mogę napisać, że oddanie się pod jego skrzydła opieki było właściwym wyborem. Zarówno pod względem sportowym i prowadzeniem do celu bez kontuzji, jak i w kontekście wsparcia psychologicznego. Być może wypowiadane cicho przeze mnie określenie zaczerpnięte z polskiej komedii- wujek dobra rada, mistrz ciętej riposty, jest zbyt płaskie by w pełni oddać to co do mnie tak trafia, ale trafnie oddaje sedno współpracy.

Wczoraj nie liczyłem na to, że niczym prezent urodzinowy zaniosę Trenerowi swój kolejny start- za dużo kilometrów, za mało snu, lawa stresu w ostatnich tygodniach, wyżymały mnie niczym podartą znoszoną szmatę. Ale przede wszystkim potraktowałem ten start jako drogę w swoje zakurzone kąty, te rozwarte na oścież i te skrywające małego niemądrego chłopca. Te tak dobrze znane, zarówno za dnia jak i nocy, te w pełnym blasku słońca przechodzone, oraz te w blasku nie zawsze przychylnego księżyca skradane.

Bieg Rycerski od czterech lat traktuje również jako bieg pamięci. Pamięci tej która wydała mnie na ten świat i przedwcześnie odeszła, choć krzyczała że jeszcze nie jej pora. Mimo, że chciałbym wymazać z pamięci przy pomocy najbardziej łaskawej gumki myszki bolące wspomnienia i zachować te łagodne, to z drugiej strony dzięki nim, wiem i czuję że jeszcze żyję. P…y masochizm.

zdj. Lech Wróblewski

Lubię te kameralne, ale niczym nie ustępujące w organizacji biegi. Te w których startuje po kilkaset osób, w których można przybić kilka piątek, czy spotkać wreszcie na żywo kilka „internetowych” znajomych. A to co lubię w biegu, to przede wszystkim serce, które można położyć na asfalcie i pozwolić by nawet zmęczone ciało za nim skwapliwie podążało. Serce, które być może obawia się podeptania, ataku oblanego kurzem tłumu, ale prowadzącego do celu. Serca, które na siódmym, ósmym kilometrze krzyczy- teraz biorę sprawy w swoje ręce i biegniemy po stęsknione pachnące metą endorfiny. Coś w ten wrzosowy deseń wczoraj było.

Również wczoraj pod wieczór pojechałem z K. w jedno z magicznych miejsc, które urzeka a jednocześnie przeraża swoim pięknem. Miejsce to przypomniało mi o kliku samotnych biegowych wyprawach, które raz na jakiś czas odbywam. Zakładam wtedy plecak, biorę źródlaną pełną wspomnień wodę i wybiegam w obrany wcześniej cel. Wczoraj kolejny wyznaczyłem… Wtedy próbuję od siebie samego ratować się…

Zleciał ten tydzień, którego świetnym podsumowaniem jest dzisiejsza pogoda za oknem, przeplatana wspomnieniami wczorajszego dnia…

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This