Dziś nie będzie o słodkim w kolorze tęczy pierdzeniu, skaczącego z chmurki na chmurkę wkurzająco wesołym jednorożcu. Dziś nie będzie o elfie o spiczastych niczym wieża z przereklamowanego miasta uszach. Dziś nie będzie o wściekło różowej wacie cukrowej, sklejającej porozbijane o ościeżnicę wskazujące palce. O czym będzie, tego nie wie nikt. Parafrazując słowa piosenki Bogusia…

Naprawdę jaki jesteś nie wie nikt. Niekiedy przechodząc ze zwierciadłem po gościńcu, obsypanym układnymi słowami Stendhala, myślę sobie, czy życie jest czarne, czy białe, a może czerwone i czarne… Życie jest przewrotne niczym chwiejny krok pijaka, biegnącego za szczęśliwym łykiem, tego co tak lubi. Życie skacze po niestabilnej pięciolinii emocji, uderzając w zaskakująco tkliwe nuty, w których marsz Mendelsona miesza się z „Bema pamięci rapsodem żałobnym”. Tak jak dziś, gdy stając nad grobem mamy, po raz kolejny zadałem sobie pytanie, którą wybrać z dróg. Czy tą płaską, nudną i przewidywalną, w kolorze rzymskiego hodowcy krów; czy może nieskazitelnie nieprzewidywalną, z rozdrożami co krok, które niosą więcej emocji niż tureckie, a nawet boollywoodzkie seriale. I po raz kolejny usłyszałem bezczelną, powodującą z jednej strony drżenie nóg, a z drugiej arytmię serca, odpowiedź.

Za chwil kilka wrócę do filmu, który już od dawna mi nie towarzyszył, a który od zawsze był mi tak przeraźliwie bliski. Obejrzę znajome, niekiedy o dziwo nawet biegowe krajobrazy. Usłyszę znaczące historię dźwięki. Tylko kilkoro z was wie jaki to będzie tytuł. Tylko ci, którzy wiedzą więcej o mnie niż tylko to, co wykrzykuję, gdy już życia żal.

Ale zanim to poczynię, to wrócę wspomnieniami do wczorajszego biegu w Iławie, którego miałem okazję być ambasadorem.

Spójnia PHOTO

W planach miałem zebrać autobus arabów, którzy mieli zdradzić z premedytacją swoje dawne, śmierdzące wilgocią i duszącym kurzem oblepione życiówki. Zabrałem przede wszystkim wyjątkowo oporną na moje otyło nużące opowieści grupę wyjątkowych osób. Między innym Państwo R. znam ich dłużej, niż oglądam „Koronę królów”. Uwielbiam ich oglądać bardziej niż „Jeden z dziesięciu”. Niebawem pokażą się we wrzosowych barwach Znanego Trenera.

Spójnia PHOTO

Ta para daje siłę i nadzieję, na lekki, a przede wszystkim inspirująco lekki żywot człowieka poczciwego. Widuję ich rzadziej niż w portfelu Zygmunta Starego, ale zawsze z przyjemnością oglądam i kibicuję. Nie tylko podczas zawodów biegowych, ale i tanecznych! Magda twierdzi, że mnie nauczy tańczyć, ale to potrwa z 10 lat 😊 Dla nich był to już trzeci bieg tego dnia. Energii mają więcej niż czarnobylska elektrownia i ciągle im mało, zarażając pozytywnym promieniowaniem otoczenie.

Spójnia PHOTO

Ktoś spyta, po h… jechać 200 km by przebiec 5 km. Ale biegacz nie pyta, on biegnie. Dziękuję każdemu z uczestników podróży, za świetną zabawę i chcę więcej. Może jeszcze nie odważymy się na wspólną podróż w Bieszczady, ale może przekroczymy barierę 666 km?

Przy okazji biegu sporo miłych spotkań z wieloma dawno nie widzianymi znajomymi.

Tomek Domżalski

IV IPB Nocny Bieg O Puchar Eugeniusza Jaremko, to zdecydowanie warta uwagi impreza, na którą chce się wracać. Organizacyjnie, ale przede wszystkim jeśli chodzi o trasę i atmosferę, na najwyższym poziomie. W urokliwej Iławie. Kenijczyk Wycliffe Biwott, pokonał tę trasę w czasie 14 minut i 27 sekund!!!

PODIUM IV IPB BIEGU NOCNEGO
Iława, 25 maja 2019

Kobiety:
1. Jepchirchir Tanui (KEN, Benedek Team), czas: 00:16:44
2. Jane Mbogo (KEN, Benedek Team), 00:16:45
3. Mariola Sudzińska (POL, Olsztyn), 00:17:10

Mężczyźni:
1. Wycliffe Biwott (KEN, Benedek Team), czas: 00:14:27
2. Mateusz Demczyszak (POL, LŁKS Prefbet Śniadowo Łomża), 00:14:38
3. Andrzej Rogiewicz (POL, Packman Team), 00:14:41

P.S. Pamiętajcie. Gdy krzeseł brak, i ława dobra 😉

 

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This