O nas

Mieliśmy dość bycia tylko spamem lub mało atrakcyjnym komentarzem na blogach innych. A że jesteśmy zuchwali, odważyliśmy się powołać do życia swój własny. Po co? Chociażby tylko po to, by dzielić się ze światem swoją autorską receptą na bieganie. Wszak co dwie głowy to nie jedna, a co cztery nogi to nie dwie. Przewaga więc gwarantowana. I to już na starcie.

Kim jesteśmy? Facetami pełnymi testosteronu, którzy w wolnym czasie czytają książki i oglądają Monty Pythona. Tylko taka mieszanka pozwala nam bowiem na złapanie odpowiedniego balansu w tym absurdalnym świecie. Męskie hormony i chęć rywalizacji ułatwiła nam sięgnięcie po najlepszą broń, która rozładowuje stres i przeciwstawia się natrętnemu konsumpcjonizmowi. Angielski humor pomógł w nieco trudnych początkach, które doprowadziły nas na mety wielu biegów, wśród nich maratonów i morderczych górskich wyścigów.

Uwierzcie, jeszcze kilka lat temu spokojnie moglibyśmy prowadzić bloga o golonkach i trunkach. Tłustych kawałkach mięsa, czerwonych winach i whisky. Pisać o biesiadowaniu, nocnych Polaków rozmowach i o kolegach, którzy zaczęli biegać. Nawet im kibicowaliśmy. Początkowo nieśmiało, z czasem coraz aktywniej. Jako prężni uczestnicy podblogowego życia jednego z nich biliśmy kolejne rekordy aprobaty. Rozpędzaliśmy się odważnie, aż pewnego wieczoru, pijąc wino i gadając na messengerze, wpadliśmy na szatański pomysł, aby zamieścić na jego blogu 666 komentarzy. Po tym jak system zaczął traktować nas jako spam, a wspomniany kolega zwrócił uwagę żebyśmy przestali się wygłupiać, zostaliśmy zablokowani. Ograniczenie naszej wolności twórczej przy ponad sześciuset komentarzach, potraktowaliśmy jak cios poniżej pasa. Nasze podrażnione męskie ego nie pozwoliło na złożenie broni. Wytoczyliśmy największe działo: postanowiliśmy założyć własny blog, z którego nikt nas już nie wyrzuci.

I tak słowo stało się czynem, a właściwie zaczynem do biegania, bo choć wyobraźnię mamy ogromną, trudno było pisać o bieganiu bez biegania. Nawet wtedy, kiedy na pamięć zna się skecze Monty Pythona. Pierwsze trudne, ociekające potem, kilometry popełniliśmy w naszej rodzinnej Bydgoszczy. Nagradzając się po nich soczystym kawałkiem mięsa i wytrawnym winem, postanowiliśmy skrupulatnie prowadzić intymny dziennik biegacza. Tak intymny jak tylko osobista może być spowiedź dwóch bezbronnych samców po wyczerpującym biegu.

A że z natury jesteśmy ekshibicjonistami postanowiliśmy się naszymi przemyśleniami na temat biegania podzielić z tymi wszystkimi, którzy dostrzegają w nim analogię z życiem, piciem, pędem i przemijaniem.

Jesteście gotowi na to, by ruszyć się z kanapy i przekroczyć w sobie ograniczenia i słabości? Uwierzcie, przeniesiemy Was przez każdy kilometr niemalże na własnym grzbiecie. Doświadczeń, bólu, niechęci, utraty wiary, kolejnych utraconych kilogramów. Pamiętajcie wszystkie ograniczenia zmniejszają się z każdym przebiegniętym kilometrem.

Dajcie się nam uzależnić. Bądźcie zabiegani, tak jak my!­­

Kamil i Bartek- autorzy bloga o życiu od maratonu do maratonu www.ocochodziwbiegu.com, którego kluczowe przesłanie zgrabnie ujęli w haśle Drink, Sex and run for Fun! Nie wahają się go używać na łamach „OCO”, a także poza nim. Pisaniem zaabsorbowani od roku 2013, powiększaniem puli przebiegniętych kilometrów już od 2011. Aktywnie wspierają takie akcje jak Pieskomandos, #BiegamDobrze dla Fundacji Synapsis oraz Fundację Rak’n’Roll. Celem i marzeniem w jednym pozostaje bieg Ultra Trail du Mont Blanc po alpejskich szlakach. Mężowie i ojcowie. Miłośnicy humoru z dużą dawką absurdu konsumowanego przy szklaneczce wybornego trunku.

K& (KAMIL)

Ocochodziwbiegu

Największa masa. Pamiętam z fizyki, że: E= mc 2. W drodze po jesienne 3:29 w maratonie. Aktualna życiówka to 03:33:35 Maraton życiówka Coraz mniej jem, więcej jakości i paszy objętościowej. Bez cukrów. Alkohol raz w tygodniu. Zmiany, zmiany, zmiany. Jestem sobą

Bell

ocochodziwbiegu

Nie chodzi o to, żeby złapać króliczka ale żeby go gonić. W drodze po dwójkę z przodu jak to na prymusa przystało korzysta z wielu dostępnych metod treningowych. Szczególnie bliskie jemu wino i muzyka. A może tylko wino…

Obaj pod opieką znanego Trenera

tekst alternatywny tekst alternatywny

Pin It on Pinterest

Share This